Wbierasz emigrację. Wybierasz ją dla siebie, dla swoich bliskich. Dla swojego lepszego życia, dla swojego szczęścia. Po wielu przejściach, rozmyślaniach i nieprzespanych nocach, wszystkich ochach i achach, przekopanym internecie, wybierasz w końcu kraj, który wydaje Ci się najkorzystniejszy, najłatwiejszy w zrozumieniu lub też jest tym najbliżej ulokowanym subiektywnym rajem, za polską granicą. Początki są fascynujące, bo jesteś w nowym miejscu. Początki są ciekawe, bo poznajesz życie od nowa. Uczysz się. Jesteś. Bywasz. Budujesz siebie. Swoje życie. Swój czas. Mimo, że jesteś obcy.

Nie żyjesz uprzedzeniami, bo przecież nie warto. Nie warto psuć sobie zdrowia tym, co wisiało w powietrzu kiedyś tam, dawno temu. Jesteś nowoczesnym człowiekiem, bez niechęci i zakorzenionych stereotypów. Jesteś człowiekiem z krwi, i z kości. Człowiekiem, który dostał możliwość życia w XXI wieku – w czasie, gdzie możesz wszystko i wszedzie, wystarczy tylko podjąć odpowiednie kroki.

Osiedlasz się w wybranym miejscu, życie zaczyna płynąć swoim prądem. Jest dobrze. Ogarniasz coraz więcej w koło. Rozumiesz coraz więcej, z tego co dzieje się przy Tobie. W Twoim otoczeniu. Dociera do Ciebie, że chyba jesteś szczęśliwy.

Słowo chyba, przeradza się w powoli ustępującą pustkę gdzieś w środku. Pustkę wywołaną świadomością bycia gdzieś daleko od tych, którzy są gdzieś tam – daleko od Ciebie. Nieważne kto to taki. I co znaczy w Twoim życiu. On jest tam, a Ty jesteś tu.

Uświadamiasz sobie to w momentach stresujących lub skomplikowanych. W momentach, kiedy spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy zamiast pomóc, wyciągają rękę po więcej. Dopieprzą słowem lub czynem. Pokażą Ci, że to przecież nie Twoje miejsce. Nie Twój teren. Odczuwasz to silniej w chwilach, kiedy coś nie kręci się tak, jak kręcić się miało. W wyobrażeniu. Bo miało być inaczej.

Bo nie idzie. Bo sobie nie radzisz.

Bo jesteś obcy.

Jesteś auslanderem.

__________________________________

Jesteś. I co z tego? Ze swoimi myślami nie jesteś sam. Jest mnóstwo ludzi takich jak Ty. Ludzi, których przerastają czasem problemy życia na obczyźnie. W innym kraju. Z dala od domu. Kiedy pomoc innych przeradza się w rosnące na drożdżach problemy, stany lękowe, depresje. Ale pamiętaj, że jesteś człowiekiem, jak każdy. I każdy z nas, nieważne w którym miejscu na świecie przebywa, miewa problemy. To jeden z czynników równowagi w życiu.

Zamiast pogrążać się w myślach, że jesteś sam, bo jesteś daleko, bo nie ma kto Ci pomóc, pomyśl inaczej. Jesteś sam, i właśnie sam dajesz sobie radę. Nikt normalny nie posuwa się po trupach do celu, nie zważając na piętrzące się nieścisłości. Wiedz też, że pojedyncze problemy nie zniszczą Twojej fizycznej woli trwania w konkretnym miejscu w czasie. Tą wolę daje Ci świadomość, że pomimo problemów, które są, jest lub było Ci dobrze. Nawarstwianie i wyolbrzymianie problemów żyjąc w innym kraju jest bardzo popularne. To zabieg bardzo nieświadomy, w którym zwalamy wszystko na swoją sytuację. Na chwilę, w której się znaleźliśmy. Jesteś sam z dala od domu, w obcym Ci świecie, od tego do którego przywykłeś. Świadomość bycia kimś obcym, zamiast utrapienia, powinna przynosić dumę. Bo odważyłeś się. Bo dałeś radę. Bo prawdopodobnie będziesz dawał ją dalej. Jak nie tu, to gdzie indziej. Jesteś innym człowiekiem. Zmienionym. Lepszym. Bo emigracja nauczyła Cię wielu rzeczy.

Bo jesteś obcy.

I przez to wyjątkowy.