Zniszczyła mnie korporacja.

single-image

Słowo korporacja od lat owiane jest swoją własną, i właściwie niekoniecznie różową, sławą. Bo przecież wszyscy wiemy, że korporacje niszczą życia, związki, pasje. Wszyscy wiemy, że równają nas z ziemią, pokazują gdzie nasze miejsce, zabierają najpiękniejszy i najcenniejszy czas oraz jaka to generalnie jedna wielka tragedia pracować w korporacji. Tylko, czy zawładnięci tym głosem prosto z piekieł, jesteśmy w stanie wyciągnąć z pomiędzy tych wszystkich słów coś jeszcze?

 

Tak. Pracowałam w korporacji. Byłam tak zwanym korposzczurem. Odpadłam w przedbiegach, ale o tym za chwile.

 

Myślę, ze w dobie konsumpcjonizmu na taką skalę jaką mamy obecnie, w dobie tych wszystkich wielkich molochów, monopolu i ogromnych, międzynarodowych firm z każdej strony, ciężko uniknąć dziś pracy dla korporacji. Bo przecież nieważne czy mówimy o firmie finansowej, prawniczej czy logistycznej. Nieważne, czy mieszamy frytki w szybkiej restauracji z żółtą literą M, czy w szwedzkiej sieciówce przerzucamy ciuchy między regałami. To wszystko to przecież korporacje. O tym się tak jakby zapomina, bo korporacja, nie wiadomo w sumie dlaczego, kojarzy się większości z pracą biurową, od poniedziałku do piątku, z lanczem grupowym, managerem co wszystkich w dupie ma, i oczywiście wiecznymi nadgodzinami. A okazuje się, że nawet na najniższym, nikomu teoretycznie nieznaczącym szczeblu, jesteśmy tak jakby częścią jakiejś właśnie szczurowytwórni.

 

BO KORPORACJA NISZCZY

 

To ze niszczy to akurat prawda. Ale zaraz, zaraz! Korporacja niszczy to, co pozwolimy jej zniszczyć. I tutaj właśnie wracam do swojej skromnej osoby. Pracowałam w kilku korporacjach. I szczerze powiedziawszy dopiero na stanowisku managera poznałam smak goryczy, tej to, co odruch wymiotny wywołuje. I tak, mimo, że w sumie pracownikiem różnorakich korporacji byłam nie raz i nie dwa, to nigdy wcześniej, na większości stanowisk, które przyszło mi z impetem zajmować, począwszy od pracy w zawodzie, po prace tzw.emigracyjne, aż po pracę obecna nie czułam się źle pracując w korpo.

I tak, wiem. Jeden powie ze to przypadek, inny ze to moje podejście. Być może. Ale czy nie jest tak, ze gdy łaskawiej spojrzymy na siebie i na dany problem, to okaże się, że ten to wielki problem, wcale ale to wcale nie jest takim ogromnym? Praca w korporacji to praca z ludźmi. To praca mocno zespołowa, w której pierwsze skrzypce tak naprawdę gra manager. Ale to dalej praca z ludźmi. Jeśli więc trafimy na dupka, lub sami tacy trochę jesteśmy, może okazać się, że korpo to tragedia. Dla nas, lub też dla naszego pracownika, jeśli to ta druga opcja się potwierdzi. Jednak korporacja może być fajna, a z pewnością może, oprócz tego, że wszystko nam zabiera, dać coś w zamian.

 

Żeby nie było, ze zachwalam, na piedestały wynoszę – nie lubię korporacji, ale nie przez to, ze nazywa się ją korporacją. Może się nazywać nawet jednoracją. Nie przez to, że to praca z ludźmi, bo w sumie lubię pracę z ludźmi, choć do mega ekstawertyków nie należę. Nie lubię jej jednak przez segregację. Lepsi, gorsi, tacy sobie. Nie lubię przez widoczny i oszałamiający wręcz podział, którego nie znoszę, który bardzo mi przeszkadza, który w porównaniu do nie-korporacji jest sztuczną zasadą warunkującą nasz korpo-byt. Doświadczyłam go podwójnie, najpierw jako pracownik kategorii „zero”, a po jakimś tam czasie, za siedmioma górami dalej, jako manager kategorii „to wszystko twoja wina”. Jako ktoś, kto tworzy lub buduje zespół, jako ktoś kto odpowiada. Ale nie tylko za zrobioną robotę, nie tylko za swoje decyzje.

Najdobitniej poczułam to w momencie, kiedy musiałam na podstawie chorych i nic nie warunkujących tabelek i wykresów, zdecydować kogo należy zostawić, a kogo wyrzucić. Wtedy właśnie, na tym “lepszym” stanowisku zobaczyłam jak korporacja okrada mnie nie tylko z czasu czy z planów, ale przede wszystkim z empatii do drugiego człowieka. Jak niszczy mój wewnętrzny spokój. To zaważyło na moich decyzjach odcięcia się od tego rodzaju cudownego życia. Trochę to trwało, bo wiadomym jest, że mało kogo stać, by z dnia na dzień zostać bez pracy, nawet pracując dla korpo, ale w końcu się udało.

 

PO WIEDZĘ NA KORPO KURS

 

Korpo uczy, korpo radzi, korpo nigdy Cię nie zdradzi. O ile w tym ostatnim przypadku nie ręczyłabym ręką, tak w tym pierwszym jest sporo racji. Bo czy chcemy czy nie, korporacja ma jedną wielką zaletę, którą ciężko czasem dostrzec, nie pracując w taki, a inny sposób. Jeśli podobnie jak ja nie odnajdziesz się w korpo, jest szansa, że właśnie dzięki podobnym wspomnieniom i wiedzy, jaką właśnie stamtąd można wynieść, docenisz jakąś małą firmę, w której może kiedyś przyjdzie Ci pracować. Bądź założysz swoją. Korporacja uczy naprawdę wiele. Nie tylko o pracy, nie tylko o relacjach między ludźmi, ale uczy głównie życia. Pokazuje jak, niestety, sformatowany jest dzisiaj świat. Jak wszystko kręci się wokół własnej osi dopóki się nie przewróci. Jak mocno dupą trzeba się czasem podłogi trzymać, żeby nie bolało.

 

To korporacja, nie wolna praca, pozwoliła mi nauczyć się istnienia w biznesie. Dała mocne fundamenty do obrania swojego kierunku bez większego strachu. To dzięki pracy w korporacji ogarniam sporo tematów wielo-zadaniowo, i wiem co począć z tym dalej. I osobiście myślę, że każdy może wyciągnąć z korpo tyle samo albo nawet więcej. Bo przecież w sumie rozchodzi się jedynie o chęci. Do obserwacji i przyswajania tejże szczurzej wiedzy.

 

__________________________________________________

 

 

Wydaje mi się, że korporacja niesłusznie obrosła taką dziwaczną opinią, ale może jest to związane z tym, że rzadko kiedy mówimy o pozytywach? Że mało kto skupia się na tym, co dobrego wyciągnął z takiego, a nie innego doświadczenia?

Warto popatrzeć na możliwość pracy w korpo od zupełnie innej strony. Bo co nas nie zabije, to nas wzmocni, a z pewnością da wiedzę, której często na kursach nauczyć się nie da. I zupełnie przewrotnie, korporacja odmieniła moje życie w bardzo pozytywny sposób.

 

Zniszczyła mnie po to, bym jak feniks, podniosła się na nowo w zupełnie nowej formie.

Dzięki korpo!

 

 

Hej, a Ty masz jakieś korpo doświadczenia, którymi chciałbyś się podzielić?

4 komentarze
  1. Nie zaliczyłam jeszcze słynnego obrzydzenia korpo, bo żadna jeszcze nie zdecydowała się mnie przyjąć. Jeśli to się zmieni to chętnie do niej pójdę, by przekonać się jak jest, czy korpo tak wysysa. Przede wszystkim dla pieniędzy, umowy i doświadczenia na przyszłość. Ale z tego co widzę jesteśmy wszyscy szczurami, trybikami w maszynie, czy to w corpo czy to w startupie.

    • Alessandra 2 lata ago
      Reply

      Uważam, że o ile być może na każdym kroku dzisiaj jesteśmy trybikami w maszynie, bo tak działa świat, tak nie w każdej firmie czuć to tak mocno, jak właśnie w korpo. Osobiście widzę to tak: bardzo dziękuję za doświadczenie, ale nie, ponownie nie chcę wchodzić do tej rzeki.

      ;) dzięki za komentarz!

  2. Storyland 14 2 lata ago
    Reply

    Muszę przyznać iż pracuje w dużej korporacji i dużo się nauczyłam ale właśnie przypadki złego traktowania skłoniły mnie do podjęcia wysiłku bycia po ich stronie. Jestem Repem w korpo i choć nie jest to łatwo bo spotkam się z wieloma rzeczami w pracy, staram się aby właśnie choćby w imię litery prawa walczyć o człowieczeństwo, tolerancje i godność.

    • Alessandra 2 lata ago
      Reply

      Byle więcej takich jak Ty! Może wtedy korpo będzie marzeniem nie tylko dla zarobków ;)

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may like