Jak dziś jest na świecie, każdy widzi. Każdy z nas zna temat poszukiwania pracy, wielu z nas zna smaki emigracji. Nie każdy ma możliwość pracować dziś w tym, co lubi, co sprawia mu przyjemność, co jest jego hobby. Często niestety jest zupełnie odwrotnie, bo przecież „pracować trzeba”, a granica między pracą którą trzeba się zajmować, a hobby, dzięki któremu niestety nie jesteśmy w stanie żyć, staje się coraz wyraźna. Sama miałam możliwość sprawdzać, jak to jest uwielbiać swoją pracę, wiązać ją z pasją, i mogę śmiało powiedzieć, że długo, przy początkach emigracji zazdrościłam każdemu, kto posiadał tu takie szczęście. Przez pryzmat czasu mogę śmiało stwierdzić, że znalezienie pracy w zawodzie w Polsce jest, a raczej było, niezwykle proste. Tutaj niestety sprawa wygląda odrobinę inaczej i osiągnięcie złotego środka nie było takie proste jak mogłoby się wydawać.

Często dziś poszukiwania pracy marzeń, lub po prostu pracy dla nas samych, a nie dla ‚kogoś’, niestety wiążą się ze smutkiem, depresją, i wieloma innym czynnikami, które rzutują na naszym samopoczuciu i wartości. Sama niestety także tego doświadczyłam, i wiem, że życie łatwe nie jest. Było mi bardzo ciężko żyć pewien czas ze świadomością, że moja osoba w oczach ówczesnych firm rekrutujących (które nawiasem mówiąc są zmorą XXI wieku!), bo przecież nie pracodawców, jest potencjalnie określana jako ktoś, kogo nie opłaci się zatrudnić, ze względu na zbyt wygórowane ambicje i umiejętności (więc i tak zaraz zacznę szukać innej pracy). Nie tylko dano mi to odczuć! Mówiono mi to wprost. Moje ambicje wypalały się wprost proporcjonalnie do spalanego paliwa, podróżując za pracą po całym kraju. W pewnym momencie nadszedł czas emigracji, który także rzutował na moim ja. Długo nie potrafiłam przywyknąć, że architekt (których dzisiaj robi się w Polsce tylu co psychologów), musi wyjechać do jakiejś-tam pracy, bo jadąc za swoim sercem, wydawało mi się, że przecież kwalifikacje i tak powinny zrobić swoje. Oj, głupia byłam jak but. Długo się z tym nie godziłam, co dalej rzutowało na ambicję, samopoczucie, poglądy i inne smaki życia, jakie odczułam na początku w Niemczech. Jednak przez cztery lata bardzo wiele się zmieniło, i dzisiaj wiem, że marzenia należy spełniać, mimo że czasem obkupione są wewnętrznym cierpieniem. Niezależnie od tego na której półkuli i pod jakim niebem mieszkamy, mamy prawo (o ile oczywiście pozwala nam na to język, który zaraz po kwalifikacjach, o ile nie przed nimi, jest najważniejszym sprawdzianem przed pracą w swoim zawodzie) pracować tak,jak chcemy.

dis1

Po co w ogóle iść na studia?

Chyba po to by móc uzupełnić wiedzę z dziedziny, która naprawdę nas interesuje, by móc powiedzieć kocham to co robię, by móc jeszcze bardziej się rozwinąć :) Nie po to by ‚iść na studia’ czy ‚bo na studia trzeba’! Wcale nie trzeba, nikt nikogo nie zmusza, nawet rynek pracy dziś niekoniecznie. Znam wielu ludzi, bez studiów, którzy są bardziej wartościowi, niż co po niektórzy po studiach. Nie zawsze przekłada się to na pracę i pieniążki ale i tutaj są wyjątki! Zresztą, nie oszukujmy się, jeśli nie mamy dziś fachu w ręku, bądź też dyplomu technicznej uczelni, pracy trzeba troszkę poszukać. Co jeśli tracimy siły i chęci do szukania? Może czas pomyśleć o zmianie branży…  Tylko jak piąć się po szczeblach swojej drabiny, jeśli nie ma na niej szczebelków uwarunkowanych zasobnością portfela… ?!

Sama o tym myślałam, stąd wiem, że czasem się to opłaca i jest to możliwe. Distance e-learning, bo o nim mowa, pozwala nam dziś uzupełniać wiedzę, w zupełnie innych dziedzinach, robić dodatkowe kursy, czy też studia podyplomowe, często nie zjawiając się w ogóle w budynku, w którym jest organizowany. Nie przeczę, prym wiodą uczelnie i szkoły anglojęzyczne, w których możemy wybierać naprawde z ogroma tytułów, czasem za niewielkie pieniądze, czasem za free. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę odpowiednią frazę i voila [włalaa]…

A co ze znajomością języka obcego?

Niestety, życie różami usłane mają chyba tylko księżniczki w bajkach :D Do takich kursów często, choć nie zawsze, potrzebne będzie zaświadczenie o ukończonym egzaminie z angielskiego (TOEFL, TOEIC, CAE, CPE), bądź 2-letnia udokumentowana nauka w tym języku (uczelnia anglojęzyczna, bądź filiologia), czasem wystarczy zaświadczenie z ERASMUSa.

Co jeśli nie znamy języka angielskiego? Uczymy się go i zdajemy egzamin! Dla siebie i swojego CV :) Nie ma co się oszukiwać, angielski dzisiaj to ‚must have’ i będę tym zanudzać w nieskończoność :D

W zasadzie nie ma oferty pracy, w której nie przewinie się informacja o tym, że należy go znać (niekoniecznie będzie stosowany w pracy ale trzeba znać bo to takie TRENDY). Ale za trendy powinno iść coś jeszcze – faktyczne umiejętności. Nie tylko tych, którzy aplikują, ale także tych, co sprawdzają. Uważam, że osoby sprawdzające takową znajomość, powinny być dość mocne z języka, który „testują”, a niestety nie raz zdarzyło mi się, że w zasadzie zagadałam rekruterki (choć CAE jeszcze troche przede mną), co pewnie także rzutowało na (nie)zakwafilikowaniu mojej osoby dalej, w procesie rekrutacyjnym. Nie-stety mam koleżankę, która pracuje jako rekruter i na nie-szczęście wiem, jak to wygląda od kuchni. Nie jest zbyt różowo, a że baby bywają zawistne i zazdrosne (hej, wyglądam dobrze bo przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną, nie mierz mnie tak!), to sami możemy dopisać sobie resztę.

Nie wiem jaką wartość mają dla Ciebie inne języki, ale angielski znać trzeba. Choćby nie wiem co :) I nie pisz, że żeby się go nauczyć i zdać, trzeba iść do szkoły językowej! To tak samo jak ze studiami – nie, nie trzeba. Ale trzeba mieć motywację do tego, by samodzielnej nauki się podjąć. W innym przypadku tak – trzeba iść do szkoły.

Na polskich stronach kursów w systemach e-learning można znaleźć sporo, a część jest zupełnie bezpłatna. Internet światowy to już kopalnia pełna złota. Jest z czego wybrać, i zawsze troszkę zmienimy kierunek patrzenia wykwalifikowanego rekrutera. Co Ty na to? Odpowiada Ci taka forma?

Czy e-learning jest dla wszystich?

 

Niestety nie. I tu wracam do tego, co napisałam wyżej… Jeśli nie masz samozaparcia i chęci, by bez kogoś, kto będzie stał z batem nad Tobą, zmienić coś w swoim życiu, to zarówno kursy po polsku przez internet, czy też nauka angielskiego, samemu w domu, będzie dla Ciebie problemem. Ja po sobie wiem, że początki bywają ciężkie, ale zawsze lubiłam się uczyć, musiałam tylko po kilkuletniej przerwie po studiach, przypomnieć sobie jak to było siadać do książek ;) Ale jestem zdecydowanie na tak! Lepiej mieć 5 różnych kursów i szukać pracy w wielu branżach, lub nie mieć żadnego, i czekać, aż oferta pracy w naszym ukochanym zawodzie spadnie nam pod nogi. Ale co, jeśli spadnie na głowę? Choć sama preferuję rozwój w dwóch, trzech kierunkach, wiem, że są tacy, którzy skaczą z kursu na kurs, nie mają studiów, ‚napoczęli’ dziesięć różnych dziedzin, ale problemu z pracą nie mają żadnego. Więc chyba coś jest na rzeczy, prawda?

To jak, podzielisz się Twoim zdaniem na temat e-learningu? A może jakimś linkiem do ciekawych kursów? :)

Trochę przykładów ode mnie:

 

Język Polski:  MG EDU ; NETakademia ; InterKURSY ; Polski Uniwersytet Wirtualny ; Akademia PARP

Język Angielski: Open University ; Univesity of London ; Coursera ; USDLA ; Univesity of Hawaii ; University of Florida ; AIU ; Stonebridge

Język Niemiecki: HDL ; SGD ; Euro-FH ; IHK

______________________________________________________________________________________________________

Będzie mi bardzo miło, gdy skometujesz lub polubisz powyższy post. Dziękuję :)