Co na początek w Niemczech?

single-image

Pytacie mnie o mnóstwo spraw, związanych z wyjazdem do Niemiec. Zadajecie miliony pytań o emigrację. I wiecie co? Bardzo mnie to cieszy :)

Umówmy się, że decyzja jest już podjęta. I odwrotu nie ma. Jesteś Ty, Twój nikczemny plan osiedlenia się tutaj, i żadnej koncepcji powrotu. Właśnie się pakujesz, lub lepiej – już siedzisz w zapakowanym wozie. Jak to wszystko ugryźć na początek? Jaki jest, lub też powinien być początek w Niemczech?

1. Praca.

Nie oszukujmy się, ale to ona powinna stanowić jakikolwiek początek działań. Dlaczego? Bo jest niezwykle istotna. Bez niej, a konkretniej bez umowy o pracę, nie wynajmiesz przecież mieszkania, a bez lokalu ciężko będzie się zameldować. Bez meldunku natomiast nie załatwisz praktycznie nic.

Zacznijmy od tego, że jest kilka punktów zaczepienia.

Pierwszym z nich jest znalezienie na początek pracy, która gwarantuje lokum. Mnóstwo agencji poszukujących do pracy za tak zwaną granicą, często oferuje mieszkanie „służbowe” za małą opłatą. I bardzo wielu ludzi tak właśnie wyjeżdża. Choć na dwa, trzy miesiące. Byle, by mieć ścianę, o którą można się oprzeć. Później można szukać pracy na własną rękę, mieszkania, jakie chciałoby się mieć, i zacząć organizację swojego życia od nowa.

Drugim punktem zaczepienia może być pomieszkanie u kogoś, jeśli istnieje taka możliwość. Tu przychodzą na myśl znajomi, rodzina, mieszkania studenckie (choć w ich przypadku przy wynajmie trzeba będzie chyba okazać dowód statusu studenta).

Jest jeszcze trzecia opcja, choć nie zawsze i przez każdego wynajmującego mieszkania stosowana – czasem wystarczy mieć odpowiednie środki na koncie, by pokryć opłaty mieszkaniowe na okres, który zawarty jest w umowie, doliczając pieniądze na kaucję, oraz dodatkowe miesiące wypowiedzenia wynajmu (czasem dwa, czasem 3). Nikt jednak Wam nie zagwarantuje, że potencjalny właściciel mieszkania faktycznie się na to zdecyduje, bo mając do wyboru dwie opcje, w tym jedną z umową pracy, małe prawdopodobieństwo, że wybierze tą bez niej.

2. Meldunek.

Meldunek mieć w Niemczech trzeba. Adres zameldowania podaje się w urzędzie właściwym dla Gminy/Powiatu/Landu/ zwał jak zwał. Podajemy swoje dane, określamy stan cywilny, podpisujemy się i dostajemy bardzo ważny świstek papieru. Czasem z polskim dowodem, gówno za przeproszeniem, da się załatwić, i na ratunek przychodzi nam właśnie zaświadczenie o zameldowaniu.

Meldunek potrzebny jest do założenia konta w banku, otwarcia konta w kasie chorych, i oczywiście potrzebny on będzie także pracodawcy, który wypełnia dla nas paski z wynagrodzeniem.

Pamiętajcie, że bez niego praktycznie nic nie załatwicie. Biurokracja i już.

3. Klasa podatkowa.

Gdy już mamy mieszkanie i meldunek, cieszymy się także z pracy, dobrze by było określić swoją grupę (klasę) podatkową. Robi się to w Finanzamt (urząd skarbowy). Jak tu przyjechałam, było tak, że nieważne którą grupę się deklarowało, pierwszy miesiac pracowało się chyba na 6 (ale nie pamiętam, czy to na pewno szóstka była), a potem z automatu grupa przechodziła na zdeklarowaną.

Klasy podatkowe w Niemczech:

I klasa podatkowa – osoby żyjące samotnie
II klasa podatkowa – osoby samotne z dzieckiem
III klasa podatkowa – osoby mające na utrzymaniu bezrobotnego małżonka
IV klasa podatkowa – małżonkowie o dochodach
V klasa podatkowa – jeden z małżonków o wyższych a drugi o niższych dochodach
VI klasa podatkowa – dochody z co najmniej dwóch stosunków pracy

Uważajcie jednak z klasą III i V, bo może się okazać, że niższy podatek w ciągu trwania roku podatkowego sprawi, że na koniec wyliczą Wam niemałą dopłatę.

4. Tłumaczenie dokumentów.

Jeśli mamy zawód, który wymaga uznania na niemieckich przepisach, najlepiej będzie dokumenty tłumaczyć na miejscu. W konsulacie możecie dowiedzieć się, czy wasz zawód wpisuje się na listę tych, które wymagają uznania dyplomu. Tłumaczcie także wszelkie świadectwa pracy, dyplomy uczelni z Polski i innych krajów. Wszystko, co ma wartość, i może wpłynąć na ulokowanie na drabinie społecznej, dobrze jest przetłumaczyć.

Żeby nie było za łatwo, często Niemcy nie chcą uznać tłumaczenia spoza Niemiec. Najlepiej więc robić je już tutaj na miejscu, w odpowienich firmach (także za pomocą internetu, bez fatygowania się osobiście), za dużo większą kasę ;)

5. Nauka języka.

Jasnym jest, że gdy myślimy o emigracji na stałe, nie planujemy całe życie porozumiewać się na migi. Ale niestety wielu rodaków nie kwapi się do nauki, będąc tutaj latami, co sprawia, że naprawdę cięzko się z nimi dogadać w najprostszych kwestiach. Istnieje dziś w Niemczech sporo szkół wieczorowych lub stricte językowych, przygotowanych na naukę obcokrajowców, czyli tzw. kurs dla Imigrantów. Często kursy te są w dużej mierze opłacane przez Bundesamt. Czasem odgórnie, i wypłacasz sumę, którą Państwo za Ciebie zapłaciło, po nie-zdaniu egzaminu, lub odwrotnie – najpierw Ty płacisz, zdajesz, a oni potem oddają kasę. Gdy już znajdziesz swoje miejsce, porozglądaj się po okolicy. W małych miastach niekoniecznie, ale w dużych na pewno będą jakieś informacje, reklamy, cokolwiek. Kursy dla imigrantów rządzą ;)

Pisałam już nie raz, jak dobrze jest tu z angielskim. Ale niestety niemiecki to podstawa. Jeśli nie chcecie go umieć choć na poziomie mocno komunikatywnym, nie wiem, czy jest sens przyjeżdżać. Nie wierzcie w bajki, że jak ktoś już tutaj przyjedzie to sam wsiąknie. Nie. Jeśli nie będzie chciał, to się nie nauczy. Ludzi mówiących kompletnie niegramatycznie jest całe mnóstwo. Sama znam kilka osób, które są tu kawał czasu, żeby nie powiedzieć, że już prawie mnie tu przeżyły, i nie potrafią powiedzieć zbyt dużo po niemiecku. Słuchajcie, żeby coś osiągnąć, język musi być. Nie ma to tamto. I pamiętajcie, że nauka języka, a właściwie jego znajomość, idzie w parze także z „karierą” lub jej brakiem.

Są to punkty, które trzeba ogarnąć na starcie. By później było już z górki.

A może o czymś ważnym zapomniałam? Piszcie!

 

 

 

8 komentarzy
  1. Świetny post, bardzo dla mnie przydatny :) Planuję za ok. rok przeprowadzkę do Niemiec. W ciągu tego roku chciałabym zrobić certyfikat B2 i nostryfikacje dyplomu (logopedia). Mam nadzieję,że wszystko pójdzie dobrze i póki co jestem bardzo pozytywnie nastawiona do wyjazdu:) Pozdrawiam

    • Alessa 5 lat ago
      Reply

      Pozostaje mi życzyć powodzenia ! :)))

  2. Jakub 5 lat ago
    Reply

    Z tego co widziałem, w Niemczech ciężko się dogadać po angielsku. Nie wiem czy tak jest wszędzie. Tam gdzie byłem często na zakupach, na południu kraju, w sklepach kasjerki odpowiadały i tak po niemiecku. Tyle dobrze, że jako tako rozumiem ten język.

    • Alessa 5 lat ago
      Reply

      Usłyszeć angielski jest ciężko, fakt. Ale sytuacja z mojego doświadczenia ma się jednak dużo lepiej jak w PL. Już nie raz pisałam, że dobrobytem jest ogólne zrozumienie tego języka :) ludzie dużo chętniej odpowiadają po niemiecku bo…. boją się mówić w języku obcym :D

      • Jakub 5 lat ago
        Reply

        Tak! Nie raz tak miałem, że ja mówiłem po angielsku a pani odpowiadała po niemiecku i tak parę chwil. Zabawnie musiało wyglądać :). W Niemczech bywam tylko na zakupach od czasu do czasu :)

  3. Aleksandra J. 5 lat ago
    Reply

    Nie wiem, czy jest tak w całych Niemczech, ale chyba potrzebne jest jeszcze „Sozialversicherungsnummer” i „Steuernummer”. Przynajmniej w mojej firmie, każdy niemiecki pracownik musi to dostarczyć jak najszybciej :)

    • Aleksandra eM. 5 lat ago
      Reply

      Jak ja mogłam tego nie uwzględnić?? Przez zwykły „muss” posiadania tych nuumerów, chyba kompletnie zapomniałam o wspomnieniu o tym. Ale ze mnie gapa! Dziękuję za przypomnienie :)

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may like