Bajka o tym, co zmieniło się w Niemczech, i czy aby na pewno?

single-image

Mówią, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mówią też, że czas zmienia wszystko i wszystkich. No, przynajmniej w jakimś stopniu. Niemcy są tutaj dość specyficznym tłem. Tłem, które mogłoby wymagać odpowiedniej do sytuacji oprawy. Oprawy zamkniętej w pięknym, szczelnym pudełeczku, przewiązanym tęczową wstążką. I nie, nie o środowiska homoseksualne mi chodzi, myśląc o tej błyszczącej, i mieniącej się w słońcu, tęczy.

Bajka o Niemczech zaczęła się dawno, dawno temu, za górami i lasami. Od czasu jak tu jestem, a nie oszukujmy się, już sporo lat minęło, zauważam pewne różnice, rzutujące na codzienność. Czy codzienność każdego, ciężko stwierdzić. Ale czasem tak sobie myśląc, zastanawiam się do czego to wszystko prowadzi. I czy w przyszłości na prawdę będzie lepiej, czy to już jedna prosta w dół…

. ROZDZIAŁ PIERWSZY.

Domyślasz się o czym piszę, wiem to. Domyślasz się na pewno, jakie problemy przewijają się dzisiaj w nieoficjalnym spojrzeniu na życie w Niemczech. Jest to temat niesamowicie trudny i cholernie niebezpieczny. Dlatego i ja nie chcę wchodzić w niego za głęboko. Nie tyle przez kary, które są nieodwołalną częścią „wolności słowa”, jakie na chwilę obecną możemy tu dostrzec. Bardziej przez stres, jaki mógłby uczuciom towarzyszyć. No i przez wzgląd na realne problemy, jakie czasami kierują ludźmi.

Ale nie tylko ten jeden problem buduje dzisiaj życie w Niemczech. Mało kto o tym wie, lub chce o tym mówić, ale coraz większa ilość ludzi do „podstawowej pracy”, lub inaczej ubierając to w słowa, coraz większa ilość taniej siły roboczej, nieważne czy z Polski, czy z Serbii, Ukrainy czy skądkolwiek indziej, sprawia, że przyjazd bez znajomości języka niemieckiego staje się coraz większym problemem kraju. Bo ludzie przyjeżdżają i nie zawsze, nie radząc sobie na codzień, są w stanie wrócić do domu. Niestety nie każdy kwalifikuje się do tutejszej państwowej pomocy. Dziwnym trafem, kumulując dwa powyższe problemy ze sobą, dochodzi się do jednego wniosku: to nie są te bezpieczne Niemcy, do których przyjechałam te 7 lat temu. Można powiedzieć, że przecież to tylko 7 lat, a jednak różnice widać gołym okiem. To znaczy wiesz, nie wiem czy wszędzie, bo większą część tego czasu spędzam w Bayern, ale nie wnikając w ten szczegół, widać wszystko gołym okiem.

. ROZDZIAŁ DRUGI .

Niemcy się zmieniają. Każdego dnia słyszy się informacje o nowych zatrzymanych w związku z różnymi atakami. Każdego dnia ludzie między sobą rozmawiają o strachu przed wejściem do pociągu, tramwaju czy do budynku dworca głównego. Każdego dnia ludzie boją się wyrażać opinię publicznie, szepcząc do rozmówców tak, by niby nic nie było słychać, a jednak wszystko da się usłyszeć. Bezrobocie niestety, o czym media coraz rzadziej mówią, rośnie. I nie rośnie przez brak pracy. Rośnie przez brak specjalistów i przez problem z językiem. Bo wielu zapomina, że w Niemczech nie rozmawia się po angielsku, rosyjsku czy też arabsku. Niemcy to kraj niemieckojęzyczny i naprawdę nie ogarniam pytań o pracę, czy życie „po angielsku” (nie mam na myśli korpo). Ale…

Nie można powiedzieć, że nie dają szansy. Dają. Ale czy większą niż dostalibyśmy wykształceni w PL, Wielkiej Brytanii, Argentynie czy Australii? Czasem, gdy mam przyjemność wysłuchać historii ludzi z różnych części naszego kraju, robi mi się smutno, że takie czy inne aspekty zmuszają ich do wyjazdu. Do usilnego szukania szczęścia w miejscu, które nie jestem pewna czy je daje. Do szukania szczęścia w sposób często obkupiony wieloma problemami. Problemami, o których nie myśli się przed wyjazdem, bo przecież w Niemczech życie jest lepsze. Bywa. Może być. Ale na pewno nie JEST. A czy w przyszłości będzie, to już inna historia.

. ROZDZIAŁ TRZECI .

Nie szukaj szczęścia w miejscu, a w sobie. Bo Państwo, które wybierasz na swój „cel” to tylko miejsce i nic więcej. A przecież szczęście wypracowujemy sobie sami. Z dala od problemów świata, rządów, ustrojów i innych tego typu głupot. Przecież szczęściem jest to, co czujemy w sobie, i nijak powinno się mieć do posiadania? A może właśnie powinno, i to w tym leży cały problem? Może to ja źle rozpatruję życie i poczucie szczęścia?

photo-1422157245273-e08b638b4b00

Za następne tyle lat nie będzie mnie tu, gdzie jestem teraz. Będę w zupełnie innym miejscu na świecie. Tylko że szczęście zabiorę ze sobą. Tak zamierzam i tak zrobię.

Bo Niemcy szczęścia nie dają. Możemy dać je sobie sami. Bajka o Niemczech jest złudna.

A problemy i tak będą. Jak nie te, co są teraz, to inne. Oby nie poważniejsze. I oby nie ciągnęły Niemiec w dół, bo tak wielu z Was chce tu zostać na stałe, paląc za sobą wszelkie mosty.

Lubię ten kraj, ale jestem Polką. Lubię też Danię, Argentynę czy Kanadę. Lubię Włochy i Australię. Jestem tutaj, właśnie tu, bo tu rzucił mnie los. Ale nie patrzmy ślepo na „cuda” jakie powtarzają bez sensu w telewizji. Niemcy są krajem jak każdy inny. I dziwnym zbiegiem okoliczności ja już dzisiaj wiem, że nie jest to moje miejsce na Ziemi.

Ale kto wie, może tym Twoim jest. Szczęścia!

Tylko wiesz… wypracuj je. Nie szukaj go w niemieckiej trawie.

. THE (HAPPY) END . 

2 komentarze
  1. Lozynska Bozena 5 miesięcy ago
    Reply

    Mam to samo uczucie Dziekuje za ten artykul .

    • Ola 5 miesięcy ago
      Reply

      Ja również dziękuję :)

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may like