Temat niby banalny, a jednak bardzo potrzebny. Im częściej patrzy się na te notorycznie popełniane przez aplikantów błędy, tym większe ma się przeświadczenie, że takie właśnie tematy są potrzebne. Bardzo. Bo przecież nikt nie wysyła swoich danych, życiorysów i innych opowiadań, ot tak, żeby sobie powysyłać, prawda? Raczej chodzi nam o zdobycie mety w tym biegu. Ale żeby mieć możliwość w ogóle do niej dobiec, trzeba mieć na uwadze, że bardzo ważny jest start i pierwszy płotek. Jak się na nim potkniemy, to możemy zejść z toru. Jaka jest, lub też powinna być,  aplikacja do pracy w Niemczech?

Mieliście okazję zapoznać się już z tekstem jak ją znaleźć, czyli tak naprawdę coś-nie-coś o samych podstawach podstaw, a zaraz po nim, dowiedzieć się, gdzie można jej szukać. Dziś idziemy o krok dalej. Znaleźliśmy już przecież tony ogłoszeń, które nam pasują. Teraz przed nami ta najtrudniejsza część – stworzenie odpowiedniej, trafnej i „działającej” aplikacji. Aplikacji do pracy w Niemczech.

Co to jest działająca aplikacja? To taka aplikacja, która sprawi, że zostaniemy zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną. To taka aplikacja, która nie pozwoli rekruterowi pozostawić naszej skromnej osoby w kupce „do zniszczenia”. A biorąc pod uwagę fakt, że potencjalny rekruter ma na nas średnio 30 sekund, by ocenić przydaność do danego stanowiska, okazuje się, że nie zawsze jest to łatwe zadanie.

1. Spojrzenie na siebie.

Może być w lustrze. Ale najlepiej będzie z punktu osoby trzeciej. Taka autoanaliza naszych zalet i wad. Naszych kompetencji, wszelkich możliwych stron. Dzięki temu, że spróbujemy sami ocenić siebie, jesteśmy w stanie zauważyć, czy choć w jakimś stopniu jesteśmy tym pasującym elementem do danego ogłoszenia. Warto sobie te wszystkie cechy zapisać, żeby to, co ważniejsze, nie umknęło gdzieś w trakcie – bo jeszcze się przyda.

2. Uwzględnienie kosztów.

Oczywiście kosztów poszukiwania pracy. Niby wszystko, no dobra – prawie wszystko, dzieje się dziś przez Internet, ale to nie znaczy, że kosztów nie ma w ogóle. Są. I często gęsto są spore. Pomijając drukowanie lub robienie kopii aplikacji, kupowanych kopert bądź znaczków, lub też jednego, drugiego i trzeciego, jest coś, co w tym wszystkim powinno być numerem JEDEN. Tłumaczenia. Dokumentów rzecz jasna. Pamiętajcie, że Niemcy to bardzo prawy kraj, usłany porządkiem w każdej możliwej dziurze.

Tłumaczenie dokumentów to podstawa tworzenia jakiejkolwiek aplikacji w tym kraju. Niestety nie każda z firm chce uznawać tłumaczenie robione w Polsce (nie mam pojęcia dlaczego tak jest), dlatego ja osobiście nie ryzykowałam, i przetłumaczyłam dokumenty na miejscu. Oczywiście wydałam, co w pełni logiczne, cztery razy tyle, co wydałabym w Polsce. Bywa.

Czy tłumaczyć wszystko? Nie, nie wszystko. Tą są koszty. Jeśli kiedyś przez przypadek zrobiliśmy jakiś kurs, który w danej ofercie pracy nie bardzo nam będzie potrzebny, to szkoda na to po prostu pieniędzy. Podobnie sprawa ma się z certyfikatami językowymi na różnych poziomach – po co tłumaczyć każdy z osobna, skoro wystarczy ten, mówiący o obecnie najwyższym, ukończonym poziomie?  Wszelkie kursy komputerowe i programowe ocenia się do 5 lat wstecz – jeśli więc były zrobione wcześniej, to raczej mało kto zwróci na nie uwagę.

3. Analiza ogłoszenia.

Bądźmy szczerzy – ogłoszenia o pracę to jakieś dziwaczne wybryki umysłowej natury człowieka dążącego od prawieków do ideału, którego nie ma. Idealnego pracownika też nie. Dlatego właśnie tak ciężko takiego znaleźć. Teoretycznie punkt ten jest bardzo prosty. Każde z ogłoszeń budowane jest na słowach kluczowych, na elementach, które powinien mieć przyszły pracownik. I gdy ich nie ma, bardzo łatwo go skreślić, tym samym zawalając nasze szanse. Ale wystarczy spełniać około 70-80% wymagań, by z powodzeniem, i odpowiednio zbudowaną aplikacją przejść dalej. Jest światełko w tunelu!

4. Ocena językowa.

Nie w każdej pracy wymaga się języka niemieckiego. Jest to zarówno plus, jak i minus. Ale oczywistym jest, że wybierając się do pracy w korporacji, naszym językiem urzędowym może być angielski. Może być to także jakiś inny język, ale najczęściej występujący w parze z angielskim bądź niemieckim. W tym punkcie dobrze jest ocenić na co nas stać, i zastanowić się w jakim języku pisać aplikację. Na stanowisko, na którym zainteresowany powinien znać dany język biegle, może być dobrym pomysłem, ale gdy mowa jest o podstawowym angielskim, to warto zdawać sobie sprawę, że to niemiecki musi być bardziej lub mniej perfect. Oczywiście nie mam na myśli stanowisk pracy, które wrzucają różne agencje pośrednictwa pracy, poszukując pracowników do pracy stricte fizycznej.

5. Ocena pracodawcy.

Dziś chyba robi to każdy. W dobie Internetu i wszelkich możliwych informacji, które możemy w nim znaleźć, warto zdawać sobie sprawę, że o każdym coś można tam odszukać. I tutaj na przód wychodzą portale, które pełne są ocen rzetelnych mniej lub bardziej pracodawców, czyli tzw. Arbeitgeberbewertungsportal. No przecież nikt nie chciałby spaść z deszczu pod rynnę, prawda? Jakie portale pomogą nam w ostatecznej decyzji i prawdziwym dylemacie „wysyłać czy nie wysyłać„? Ja korzystałam zawsze z kununu.com, choć ostatnio sporo słyszałam także o meinchef.de. Fajna sprawa, nie?

6. Odpowiednie złożenie aplikacji.

Pamiętajcie by składając aplikację, zawsze pierwszym ustawiać życiorys – to on jest najważniejszym punktem całej aplikacji, i jeśli z nim będzie coś nie teges, to wszystko się rypnie. Gdy umieszczamy w dokumentacji tłumaczenia wraz z kopiami polskich (lub inno-języcznych) odpowiedników, zawsze najpierw ustawiamy niemieckie tłumaczenie i dopiero za nim kopię oryginału. Aplikację wysyła się na podany adres pocztowy, bądź maila. Jeszcze jedno – jeśli chodzi o maile, to dobrze jest całą dokumentację aplikacyjną zapisać jako jeden plik, zamiast wysyłać 50 załączników ;)

7. Ewentualny telefon.

Czasem bywa tak, że rektuterzy zajmujący się danym ogłoszeniem nie podają żadnych danych poza…. numerem telefonu. To nie znaczy, że zapomnieli. To znaczy, że chcą tych naprawdę zainteresowanych ludzi. Warto zadzwonić, pytając o człowieka o nazwisku, które przewija się w ofercie. Ale nie zadawać głupawych pytań :D Na początku bardzo krępowałam się w ogóle gdziekolwiek dzwonić i dopytywać o szczegóły oferty (dzięki temu możemy już nawiązać werbalny kontakt z rekruterem, co znaczy mniej więcej tyle, że jesteśmy w stanie wyczuć czy coś iskrzy czy też nie), i doskonale wiem, że jedynym winowajcą był tu język, ale cóż mogłam ja biedna zrobić? Dziś na szczęście jest inaczej, dzięki czemu, gdybym kiedyś musiała szukać pracy, z pewnością skorzystam i z takich ogłoszeń.

Przygotowanie aplikacji to niby ciężka droga. Ale wynagradza nam to z pewnością praca. Bo jeśli uda nam się znaleźć tą naprawdę fajną, tą którą chcieliśmy, tą, o której marzyliśmy, to cóż może być lepszego?

Za tydzień omówimy składniki życiorysu i listu motywacyjnego, które powinny mieć miejsce w Niemczech!

Podobał Ci się ten tekst? Nie bądź bierny, skomentuj i/lub udostępnij go innym, bo każdy tekst na tym blogu to godziny – a czasem nawet dni – przygotowań, projektowania, pisania, sprawdzania, testowania i montowania!