Kobietą być.

single-image

Niezależna, wyzwolona, spełniona. Biegnąca przez życie z nosem do góry. Obcas, paznokieć i garsonka. Na podium pieniądze, kariera i piękno. Zaraz obok dzieci, psów lub kotów – mąż, chłop, partner (zwał jak zwał) i dom. Mamy co chciałyśmy? Nie, raczej to nie o to chodziło.

XX wiek otworzył nam – kobietom, możliwości, o jakich nie śniła chyba sama Maria Konopnicka, działająca wiek wcześniej na rzecz prawa kobiet. Zaczęłyśmy nosić spodnie i skreślać krzyżyki na kartkach rzucanych do urn. Pierwszy raz wsiadłyśmy do samochodu. I jest jeszcze wiele innych rzeczy, w których miałyśmy swój debiut. Zaczęłyśmy być ważne. No ale w końcu, kiedyś musiało to nastąpić, prawda?

Szkoda tylko, że to biegnie nie w tym kierunku, w którym powinno. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, gdzie, i kiedy ta maszyna się zatrzyma. Kiedy ktoś w końcu powie, że już dość. Dość już tej odwróconej emancypacji.

Jestem kobietą. W pełni uprzywilejowaną. Mam prawo wyrażać swoje zdanie, mam prawo dokonywać swojego, niczym i przez nikogo nie kierowanego wyboru. Ale czuję też na sobie presję, jaką odczuwa coraz większa część płci pięknej. Presję, która wywiera wpływ na całe nasze życie. Na naszą codzienność. I na to, kim się stajemy.

Żyjemy dziś zamknięci w szklanej kuli, na siłę kierując się tym, co jako jedyne uznane za słuszne. Za to wpisujące się w kanony. Bo wszyscy, bo tak, bo innej opcji nie ma.

Tym sposobem, patrząc na obraz, jakim jesteśmy dziś w tym jakże nowoczesnym przecież społeczeństwie, popadamy w niekończącą się frustrację, spowodowaną niczym innym, tylko zwykłą codziennością. Bo przecież jak to możliwe? Jak życie może być tak nudne? Takie normalne? Kura domowa? Opiekunka domowego ogniska? Matka Polka? No ale przecież my chcemy być kobietami. Tymi kobietami XXI wieku. A dzisiaj prawdziwa kobieta jest piękna. Nie ma najmniejszej zmarszczki, za to budzi się z cudowną cerą pokrytą delikatnym makijażem, a swoim seksapilem wylewa się z wszędzie obecnych nośników cyfrowych. Nosi rozmiar 36 i z pewnością jest niezwykle wysportowana. Jest pewna siebie, zaradna i kontaktowa. Ma pracę, pieniądze i drogi zegarek. On chyba plasuje ją odpowiednio na drabinie uprzedzeń wartości. Sama nie wiem. Robi karierę w zawrotnym tempie, zna pięć języków i rzadko kiedy bywa w domu. W zasadzie to ona nie bywa. Jada w restauracjach, lata po świecie.

Znacie ten obraz współczesnej kobiety, umiejętnie stosowany w mediach? Ja też.

A potem znajdzie się taka zwykła kobieta po drugiej stronie tego nośnika, co to pomyśli, że takie coś to właśnie to normalne. Zdrowe. Zwykłe. Tak rodzi się pomysł sprostania oczekiwaniom. Na pewno nie swoim. I raczej nie swojego partnera. A jeśli są to oczekiwania partnera, to zamiast docierania do nich, powinna zmienić zainteresowanego. Bo w tym wszystkim zapomina o jednym – rzeczywistość z fikcją nie ma nic wspólnego. Wchodzi nieśmiało w to napędzone bagno zapominając, że w ciągu dnia do spełnienia jest przecież mnóstwo innych zadań, że życie to nie tylko motylki, różowe kolorki i tęczunie. Z dnia na dzień biegnie coraz szybciej nie potrafiąc się zatrzymać. Siłownia, dieta, praca, cycki. Jogging, sen, seks, obiad i kurs. A potem repeat. Czasem pojawią się jeszcze dzieci, lekcje, zabawa, szkoła. No, nic dodać, nic ująć – jest pięknie.

Trwa to do pierwszej przepaści. Zapaści. Dołka. Lub okopu. Bo rady jak sprawić, by partner na nowo się w nas zakochał nie działają. Bo na udach jest cellulit, a na brzuchu rozstępy. Bo cycki leżą zamiast stać. I być co-najmniej o rozmiar większe. Pod oczami krechy. Włosy nie takie, cera beznadziejna, seksu nie da się uprawiać 3x dziennie. Praca frustruje, problemy się piętrzą, a ten cholerny rosyjski do głowy za chiny nie wchodzi. Dzieci płaczą i marudzą. Szef ciągle wymaga. Otrzeźwienie przychodzi w myśli, że matka przecież nie może być niezadowolona, i nie może narzekać. Bo przecież matką być chciała. Zmęczona? Nie, to nie tutaj. Nie wolno. Urlop? Chyba tylko po to, by załatwić tony nagromadzonych spraw i zająć się dziećmi bardziej niż normalnie. I w całym tym gó.. bagnie zapomina o sobie. O tym, co jest ważne dla niej. I o tym, gdzie porzuciła swoje wartości.

Jeśli odnalazłaś tam cząstkę siebie uświadom sobie, że to nie jest to, czego szukasz. Nie rób tego – nie daj się stłamsić. Bądź prawdziwą sobą. Kobietą dla siebie, nie dla kogoś. Nie tą, którą „podziwiasz” na ekranie lub w gazecie. Bądź tą, którą widzisz w lustrze. Tylko uśmiechaj się częściej. Nie patrz na inne, nie porównuj się w ten chory, znany nam kobietom, sposób. Nie jesteś od nich ani lepsza ani gorsza. Bo każda, ale to każda kobieta jest inna. Ile kobiet, tyle szczęść. Tyle dróg. Tyle wyjątkowego piękna.

Pamiętaj, że Twoje życie, to Twoje decyzje i Twoje wybory. Twoje smutki, żale i słabości. Ale też radości i najlepsze chwile. I jako najważniesza osoba w swoim życiu, masz do nich jedyne słuszne prawo. Kieruj się swoimi wartościami – nie tymi wykreowanymi na siłę. Idź swoją drogą i zabierz w nią swojego partnera. Zobaczysz, że on będzie bardzo zadowolony.

A Ty będziesz szczęśliwa!

I pamiętaj: Kobieta NIE równa się Robot.

Podobał Ci się ten tekst? Nie bądź bierny, skomentuj i/lub udostępnij go innym, bo każdy tekst na tym blogu to godziny – a czasem nawet dni – przygotowań, projektowania, pisania, sprawdzania testowania i montowania!

6 komentarzy
  1. Dorota Trocka 5 lat ago
    Reply

    Madre slowa i sama prawda :-)

  2. 100 % racji :)

  3. Świetny tekst :)

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may like