Menu

KIM JESTEM I CO TU ROBIĘ?

Jestem niepoprawną marzycielką, księżycowym dzieckiem, ambitnym koziorożcem, miłośniczką cytrusów i wina, a także (nie)zdecydowaną maniaczką pięknych podróży. Kreatywny ale i wymagający umysł łączę ze spokojem i wrażliwością mojej romantycznej duszy. Uwielbiam otaczać się pięknem, i to piękno tworzyć.

Zawodowo psuję sobie nerwy jako architekt, z pasją tworzę moje THE VISUAL STORIES, a po godzinach i kilkunastu obowiązkach dalej, dla odmiany, oddaję się miłości do malarstwa, jogi i natury. Spaceruję, biegam, skaczę, tańczę i zdecydowanie mentalnie nie pasuję do swojego wieku. Szczęściem jest dla mnie spokój, bliskość natury, śpiew ptaków, szum morza i… aparat, bym mogła te chwile chwytać zanim uciekną.

 

zycie w niemczech blog

JAK TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO?

Po pierwsze sztuka. Według tego, co mówią starożytne runy malowałam ponoć od zawsze. Zaczęło się gdy do rąk dostałam kredki, ledwo siedząc w fotelu… i tak już mi zostało – maluję, fotografuję, ilustruję i uwielbiam piękno w każdej postaci. Ze sztuką związana jestem praktycznie od najmłodszych lat, a ona sama miała ogromny wpływ na mnie i moje życiowe wybory.

 

Po drugie psychologia. Zainteresowanie psychologią pojawiło się u mnie już w podstawówce, kiedy to zamiast lektur połykałam książki psychologiczne w całości jedną za drugą. Zrobiłam z psychologii kilka kursów, zatraciłam się w wertowaniu działania naszych głów, jednak plany studiów ówcześnie porzuciłam, gdy okazało się, że studiowanie architektury jest tak bardzo wymagające… ale kto wie, może pewnego dnia wrócę do tego pomysłu?

 

NIEMCY

Nie planowałam tego, a jakoś tak automatycznie los postawił mnie w tym punkcie po męczącym „byciu” na odległość. Cel wyjazdu był bowiem ukierunkowany jedynie tym, że ówcześnie moja druga połowa przebywała w Niemczech, a przede mną stał jedynie wybór „w tą czy w tą”. To znaczy nikt mi warunków nie dawał, poza mną samą. Jak już stanęło na albo, albo, to skończyło się wyjazdem do Niemiec. Bez znajomości języka, bez pojęcia na jak długo tak naprawdę jadę, jak mam ogarnąć swoje życie od nowa w nowym kraju, i jak mam „tam” znaleźć pracę w zawodzie.

Przez pierwsze lata w Niemczech pracowałam w tak wielu miejscach, że aż wstyd się przyznać. Chciałam chłonąć język niemiecki, którego kompletnie nie znałam. Tym sposobem przez 4 lata zdołałam być pokojówką, kelnerką, pracować na magazynie, w kwiaciarnii, w salonie samochodowym, pracować jako rekruterka, czy też jako specjalista od social media. Nie zarabiałam kokosów liczonych w milionach €, jak mówią polskie legendy zarobkowe, ale jakoś sobie radziłam.

W międzyczasie poszłam na kurs języka niemieckiego na poziomie B1, a moja motywacja do jego nauki była tak ogromna, że zdałam go najlepiej z grupy. Potem poszło już z górki i bez problemu “odhaczyłam” pozostałe poziomy aż do poziomu biegłości C2. Tym sposobem język niemiecki stał się moim drugim (a w zasadzie pierwszym) językiem używanym na codzień, a ja znalazłam (w końcu!) pracę w zawodzie. Dziś jestem tą główną głową od designu (lub też dyrektorem kreatywnym, jak kto woli) – odpowiadam za wszystko co piękne, kreatywne i użyteczne.

blog alessa.in

 

Po 3 latach na terenie Niemiec i wielu perypetiach odważyłam się założyć bloga alessa.in, w którym od tego czasu opowiadam o prawdziwym życiu w Niemczech*, pomagam rozumieć najtrudniejsze aspekty życia tutaj, uczyć się na moich błędach, i dzielę się z Wami nowinkami czy doświadczeniem. Bez patosu i wymysłu, bez sztywnych i niezrozumiałych regułek ściąganych z internetu, daję Wam to, czego mi po przyjeździe tutaj bardzo brakowało. Przy okazji też trochę podróżuję, i o tych podróżach piszę, więc jeśli planujecie zwiedzać niemieckie ziemie, to obstawiam, że blog i Wam na coś się przyda :)

Piszę także sporo o pojęciu selfcare w ujęciu holistycznym, trochę o architekturze, a także o naturze czy ekologii, która przez miłość do natury właśnie zawsze była dla mnie niezwykle ważna.

Chodź, rozgość się, a ja zrobię Ci kawy! No chyba, że wolisz herbatę? :)

 

*jako, że emigracja do Niemiec nie ma dla mnie tajemnic, a pomoc Polakom przyjeżdżającym do Niemiec uważam za całkiem naturalną, przez kilka lat prowadzenia bloga wiele razy byłam Waszym przewodnikiem, nie tylko podróżniczym. Wypiliśmy wspólnie niejedną kawę (lub naważone piwo, jak kto woli), załatwiliśmy niejedną sprawę w urzędach, kasach chorych czy bankach i znaleźliśmy wyjście z niejednego problemu. Bardzo Wam dziękuję za okazane zaufanie i oczywiście w dalszym ciągu polecam się na przyszłość :)

alessain

Chcesz się ze mną skontaktować? Chodź tutaj :)

 

Pin It on Pinterest

Share This