Moja historia

KIM JESTEM I CO TU ROBIĘ?

Jestem niepoprawną marzycielką, ambitnym koziorożcem, miłośniczką cytrusów i wina, a także (nie)zdecydowaną maniaczką pięknych podróży oraz wegańskiego jedzenia. Zawodowo psuję sobie nerwy jako architekt, a po godzinach dla odmiany oddaję się miłości do jogi. Z maniakalnym zainteresowaniem zagłębiam także tajniki kodowania i analityki oraz działam trochę przy brandingu i user experience.

Jak to się zaczęło?

Wyobraź sobie 7-letnią dziewczynkę siedzącą na dywanie w bloku z lat 80 ubiegłego wieku, która spędza właśnie popołudnie nad blokiem z farbami, i marzy o tym by być w przyszłości architektem. Tak, to ja.

Wyobraź sobie 13-letnią dziewczynkę, która poza tym, że marzy o tym by zostać architektem, dostaje od taty komputer i pierwsze co robi to… projekt strony internetowej.
Tak, to też ja.

Już jako mała dziewczynka zapragnęłam być architektem, jednak zderzenie z liceum plastycznym, komunikacją wizualną (taki przedmiot w szkole) i informatyką pokazało mi, że chcę także być związana z grafiką komputerową.

A jako, że dla mnie nie ma półśrodków, i skrupulatnie realizuję każdy swój cel, nie było dla mnie innej opcji jak skończyć dwa kierunki studiów. Studiując chwytałam się każdej pracy na zlecenie w tych dwóch zawodach, jaką miałam okazję dorwać.

Projektowałam wnętrza domów, sklepów i restauracji, projektowałam strony internetowe, zajmowałam się identyfikacją wizualną i prowadzeniem rodzących się wtedy social mediów sporych i znanych firm w Polsce. To był tak wypełniony po brzegi czas, że dziś zastanawiam się kiedy znajdywałam czas na oddech. Zdobywałam z uporem doświadczenie po to, by jak się okazało, parę miesięcy po szkole spakować walizkę i… wyjechać do Niemiec.

Niemcy

Nie planowałam tego, a jakoś tak automatycznie los postawił mnie w tym punkcie po męczącym „byciu“ na odległość. Cel wyjazdu był bowiem ukierunkowany jedynie tym, że ówcześnie moja druga połowa przebywała w Niemczech, a przede mną stał jedynie wybór „w tą czy w tą“. I tak oto, wyjechałam do Niemiec w 2010 roku, bez znajomości języka, bez pojęcia na jak długo tak naprawdę jadę, jak mam ogarnąć swoje życie od nowa w nowym kraju, i jak znaleźć “tam” pracę w zawodzie.

Przez pierwsze lata w Niemczech pracowałam w tak wielu miejscach, że aż wstyd się przyznać. Chciałam chłonąć język niemiecki, którego kompletnie nie znałam. Tym sposobem przez 4 lata zdołałam być pokojówką, kelnerką, pracować na magazynie, w kwiaciarnii, w salonie samochodowym czy jako rekruterka. Potem zajęłam się “karierą” w sklepach.

W międzyczasie poszłam na kurs języka niemieckiego na poziomie B1, a moja motywacja do jego nauki była tak ogromna, że zdałam go najlepiej z grupy. Potem poszło już z górki i bez problemu “odhaczyłam” pozostałe poziomy aż do poziomu biegłości C2. Tym sposobem język niemiecki stał się moim drugim (a w zasadzie pierwszym) językiem używanym na codzień, a ja znalazłam w końcu pracę w zawodzie.

blog alessa.in

Po 4 latach na terenie Niemiec i wielu perypetiach odważyłam się założyć bloga alessa.in (miało być alessaindeutschland ale wydało mi się za długie), w którym od tego czasu opowiadam o prawdziwym życiu w Niemczech, pomagam rozumieć najtrudniejsze aspekty życia tutaj, uczyć się na moich błędach, i dzielę się z Wami podróżami, nowinkami czy doświadczeniem. Bez patosu i wymysłu, bez sztywnych i niezrozumiałych regułek ściąganych z internetu, daję Wam to, czego mi po przyjeździe tutaj bardzo brakowało.

Emigracja do Niemiec nie ma dla mnie tajemnic, a pomoc Polakom przyjeżdżającym do Niemiec uważam za całkiem naturalną. Po tych kilku latach prowadzenia bloga wiele razy byłam Waszym przewodnikiem, nie tylko podróżniczym. Wypiliśmy wspólnie niejedną kawę (lub naważone piwo, jak kto woli), załatwiliśmy niejedną sprawę w urzędach, kasach chorych czy bankach i znaleźliśmy wyjście z niejednego problemu. Bardzo Wam dziękuję za okazane zaufanie i oczywiście w dalszym ciągu polecam się na przyszłość :)

Odsłony bloga

925k

użytkownicy

270k

współczynnik odrzuceń

39%

ruch organiczny

75%

Pin It on Pinterest

Share This