. GERMANY . Życie w Niemczech

Mój kraj idealny.

Pomyśl. Żyjesz, czujesz, oddychasz. Masz wiedzę, marzenia i plany. Chęci i obowiązki, którym trzeba sprostać. Szukasz go. Czasem całe życie, czasem tylko chwilę. A ja widzę go przed oczami, gdy tylko zamykam oczy. Czuję go całą sobą, i wiem, że to moje miejsce na Ziemi. Moja utopia. Prawie, jak ta Wisławy Szymborskiej.

Wyspa na której wszystko się wyjaśnia.
Tu można stanąć na gruncie dowodów.
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.

Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
o rozwikłanych wiecznie gałęziach.

Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia
przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.

Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
Dolina Oczywistości.

Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.

Echo bez wywołania głos zabiera
i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.

W prawo jaskinia, w której leży sens.

W lewo jezioro Głębokiego Przekonania.
Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.

Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
Ze szczytu jej roztacza się Istota Rzeczy.

Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
Jak gdyby tylko odchodzono stąd
i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.

W życiu nie do pojęcia.

 

Czy istnieje kraj idealny? Taki, który sprosta wszelkim naszym ochom i achom, naszym marzeniom, wymaganiom ale i planom? Jeśli jesteście ciekawi, jak prezentuje się Kraj Idealny należących do Klubu (Klub Polki na Obczyźnie), zapraszam Was do zapoznania się ze spojrzeniem każdej z Nas, z każdej części globu. A jak to wygląda u mnie?

 

 

822341_ludwigsplatz_daemmerung_qf

 

Nauczyłam się kochać kraj, w którym żyję. Przyzwyczaiłam się do faktu, że tu jestem. I zauważyłam mnóstwo piękna, mnóstwo cudowności w życiu tutaj, którymi warto się chwalić.

1. ZAUFANIE

Po prawie pięciu latach ciągle nie potrafię nadziwić się, ile ludzie mają tu zaufania do drugiego człowieka. Nie mam pojęcia skąd się to bierze, ale jest jednym z najbardziej bezinteresownych sposobów traktowania człowieczeństwa, z jakim się spotkałam. I niestety wiem, jak dużą przepaścią dzieli się tutejsze poszanowanie, od tego polskiego.

Myślę, że my – polacy, moglibyśmy nauczyć się naprawdę bardzo, bardzo wiele. Ale to już chyba nie w tym ustroju.

2. BIUROKRACJA

Systemowość działania Państwa niemieckiego przyprawia nieraz o ból głowy. I słusznie. Tutaj ciężko jest coś obejść po swojemu, coś pominąć i celowo zapomnieć. Nie da się. Przypomną ci, upomną się, i katastrofa gotowa. Tutejsza biurokracja uchodzi zarówno za tą pozytywną cechę, jak chociażby w porównaniu z tą polską, ale także za negatywną. Bywa denerwująca, bo systematyka i egzekwowane prawo stoją na bardzo wysokim poziomie. Ale bywa także przyjemna, bo przecież przyjemnością jest załatwić coś sprawnie, szybko, z pomocą i poszanowaniem petenta (patrz punkt 1), a często także przez internet i telefon. I po sprawie ;)

W Polsce zdecydowanie mogłoby wyglądać to lepiej. Może polska biurokracja powinna kierować się mottem „mniej znaczy więcej”, i wziąć sobie je głęboko do serca. Przyjmować ludzi, którzy będą chcieli z radością pracować z człowiekiem, bo jeśli nie chcą, to zawsze mogą pracować w domu. Przed komputerem.

3. PORZĄDEK

Porządek i świadomość reprezentowania najbardziej rozwiniętego gatunku. No dobra, nie wierzę, że przez każdego, ale na pewno przez wielu. O porządek tutaj się dba. On nie istnieje sam dla siebie. Jego się robi. I wiedzą o tym już małe dzieci. Często ludzie mają bzika na punkcie tego co zielone i eko, bo wtedy będzie lepiej się żyło. Będzie piękniej, zdrowiej i dłużej. To zdecydowany atut tego kraju, który widać często po przekroczeniu granicy. Nawet trawa wydaje się bardziej zielona.

Porządku, jak tutaj, nigdy w Polsce nie uświadczyłam, a najeździłam się po niej, że hej! Mam czasem wrażenie, że mało kogo, o ile w ogóle kogoś, interesują malusieńkie miejskie kosze, wokół których przez dwa tygodnie składuje się śmieci i oczekuje, aż śmieciarka, która notabene opróźnia kosz, weźmie także to co pod nim. Taaa… marzenie ściętej głowy. Nie ma co się oszukiwać. Może w nadmorskich kurortach i na prywatnych posesjach hoteli wygląda to inaczej. Ale Polska jest brudna. Jest zaniedbana na swoje własne, mieszkańców i rządzących, życzenie. A można by chyba więcej egzekwować prawnie, nie?

4. TOLERANCJA

Niemcy to kraj ludzi z całego świata. Tolerancja do wyglądu i wiary ma tu pierwszorzędne miejsce. Nikogo nie interesuje dlaczego masz zielone włosy i wytatuowane pół twarzy, dlaczego chodzisz półnagi, i próbujesz zjeść surowego szczura. Dopóki nie robisz krzywdy drugiemu człowiekowi. Ma to swój minus, bo Niemcy są przez to bardzo, ale to bardzo, mało wrażliwi na los innych. Mało ich interesuje, bo przecież to Twoje życie. Ja mam swoje, Ty masz swoje. Dopóki któreś z nas nie wejdzie z buciorami w życie tego drugiego, żyjemy spokojnie, beztrosko i szczęśliwie.

W Polsce tolerancji jest cholernie mało. Występuje tam, gdzie musi, a i tak często słychać o różnych problemach na jej tle. Ale Polacy są wrażliwi. No ok, poza tym, że zazdrościmy i zawistni jesteśmy jak mało który inny kraj UE, i cały świat o tym doskonale wie, to jesteśmy wrażliwi na zło, na krzywdę, na pewne elementy nazywane koniecznymi do życia. Może to bierze się stąd, że nasz kraj od początku nie miał łatwo, wiele przeszedł, a my z nim. Może przez to nauczyliśmy się patrzeć na życie inaczej, a przez to postrzegamy codzienność zupełnie inaczej. Ale brakuje nam impulsu, który sprawi, że oprócz wrażliwców, ktoś kiedyś zacznie nazywać nas tymi cholernie tolerancyjnymi.

5. DOCENIANIE PRACOWNIKA

Uwielbiam być doceniana w pracy, a Wy? Uwielbiam wiedzieć, że to co robię, co zresztą zabiera mi kawał życia, na coś się przydaje. I bardzo podoba mi się tutejsze podejście do pracownika. Umiejętność jego doceniania i gruntownego, zdrowego motywowania by chciał być jeszcze lepszy w tym, co robi.

W naszym kraju wiele lat minęło mi na zrozumieniu, dlaczego lepiej jest być swoim własnym szefem. I dlaczego z pracodawcą jest często gęsto tak wiele problemów. Ale chyba nie muszę rozwijać tego wątku. To jeden z tematów nadrzędnych, których sens znany jest sporej części emigrantów.

bjhk

To pięć rzeczy, które zabrałabym ze sobą do Polski, by było nam tam łatwiej. Znalazłabym jeszcze wiele przymiotów dotyczących życia i jego funkcjonowania, ale postanowiłam skupić się na tych, według mnie najważniejszych. Pisałam o życiu tutaj już wiele razy, bo różnice z jakimi się spotykam, fascynują mnie po dziś dzień. Tak. Lubię, nie…ja pokochałam Niemcy takimi jakie są, mimo wielu braków, i (pomimo) mnóstwa zalet. Ale jest też kilka rzeczy, które uslinie chciałabym tutaj znaleźć, a jakoś niestety nie mogę…

1. RODZINA

Chyba nie wymaga to mojego komentarza, bo to sprawa największej wagi. To priorytet nad priorytetami i zaletą bycia w Niemczech jest fakt, że nie są one tak strasznie daleko od Polski ;) Żyję z dala od rodziny, ale na szczęście jest to  jedynie 1000km.

2. JĘZYK

Brakuje mi czasem możliwości porozmawiania na bardziej podniosłe tematy w języku polskim. A ja nie lubię zapominać pojedynczych słów w swoim ojczystym języku!

3. TRADYCJE

Gdy rodzina jest daleko, nawet nie bardzo jest jak celebrować  te rodzinne, wypracowane przez lata tradycje, co przyprawia jedynie o smutek. Niemcy nie mają ich tylu i są jakieś takie… dziwne. Tzn, naturalnym jest, że nie wszystkie, no ale. To te nasze – polskie, są dla mnie jedynymi w swoim rodzaju.

4. WRAŻLIWOŚĆ

Tak. Chciałabym, aby ludzie mieli tu w sobie trochę więcej wrażliwości. Takiej jaką znam ze swojego kraju. Mimo wszystko, mimo wspaniałości i serdeczności z jaką się tu spotykam, anonimowość i swoista niechęć do wtrącania się w czyjeś życie trochę mi przeszkadza. A może to poprostu efekt uboczny szacunku do czyjejś własności?

Moja Utopia to miejsce łamiące konwenanse. To miejsce pełne tolerancji i uszanowania drugiego człowieka. To radość w codzienności. To obecność ukochanej osoby, zaraz potem najbliższej rodziny. To brak stresów i strachu. To szczęście czające się za rogiem. Nadzieja, uśmiech i świadomość bycia kimś.

Jeśli czytacie mnie, lub czytaliście choć raz moje emigracyjne zmagania, wiecie doskonale, że moim celem wcale, ale to wcale nie były Niemcy. Że ja wcale, ale to wcale nie chciałam tu przyjeżdżać. Że moje serce jest francusko-polskie.  Że każdą swoją cząstką duszy czuję, że moja utopia będzie zawsze tam, gdzie się pojawię. Pod warunkiem, że spełnione zostaną te najbardziej podstawowe wymagania. Może kiedyś stanie się to właśnie tutaj, a może los rzuci mnie zupełnie gdzie indziej…

…kto wie?