. GERMANY . . OFFICE .

Pułapki chciwej emigracji.

Od kilku tygodni czytam maile, które do mnie przysyłacie. Są to maile poważne bardziej i mniej, często także anonimowe, czemu ciężko się dziwić. Maile, które poruszają tematy, o których nikt głośno nie chce mówić. Czytam, i chwytam się za głowę. Naprawdę. Zobacz, jakie pułapki czyhają na nas codziennie…

Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Wiecie, z kończynami, oczami i mózgiem. Umiemy czytać, umiemy korzystać z internetu, nowinki techniczne to dla nas pestka. Tym bardziej właśnie jestem zszokowana tym, jak wiele problemów przysparza emigracja do innego kraju (tutaj mam na myśli oczywiście głównie Niemcy). Ale przysparza ich przez własną głupotę. No sorry. Szanuję każdego swojego czytelnika, ale wybaczcie – koło pewnych rzeczy nie da przejść się obojętnie.

Pozwólcie, że przytoczę fragmenty, bardziej i mniej dosłowne, z części maili, które dostałam w ostatnim czasie, byście mogli zobaczyć, to, co ja widzę, i spojrzeć na problem swoim okiem. Połączonym z mózgiem.

„…Chciałabym się dowiedzieć, czy załatwisz mi jakąś pracę i pomożesz w mieszkaniu, bo ja szukam tej pracy w Niemczech i nie mogę znaleźć. Bo wogóle to przecież za 1000euro nie przeżyję, no to jak mam znaleźć lepiej płatną posadę? Bo gdzie nie pójdę, to mi dają maksymalnie 9 euro na godzine. A przecież jestem młoda, muszę jakoś żyć…”

No tak, bo Niemcy to kraina mlekiem i kasą płynąca. Każdy, kto przyjeżdża za pierwszym razem, dostaje od państwa mega pakę z gratisem w środku – mieszkaniem, pracą za minimum 2000e netto na miesiąc i samochodem. Ehe, i mamy bajkę. Byle tylko zegar za szybko nie wybił północy.

„hejka, chciałem wiedzieć jak załatwić sobie i żoneczce sociale jak przyjedziemy. Jakieś mieszkanie byśmy chcieli, i dziecko mamy to też wiemy, że na niego pieniądze się należą. No ale trzeba to załatwić, a my nie bardzo po niemiecku rozmawiamy. Możesz jakoś pomóc?”

Po socjale nie przyjeżdżajcie, bo nie dostaniecie. To nie jest taka łatwa sprawa, jak wielu się wydaje, że od przekroczenia granicy, każdy będzie się nam kłaniał w pas. Możliwości pomocy są ogromne – zgadzam się z tym. Ale nic z nieba nie poleci. Na to, żeby można było ubiegać się o pomoc państwa, także trzeba zapracować. A powinniście zdawać sobie sprawę, że jako obywateli Unii Europejskiej, w momencie, gdy podwinie nam się noga (finansowo, organizacyjnie, mieszkaniowo – cokolwiek), możemy być zmuszeni przez Niemiecką Biurokrację do powrotu do domu. Nie, powinnam napisać inaczej – do opuszczenia Niemiec. Nam nie należy się tyle, co azylantom i im szybciej to zrozumiecie, tym lepiej.

„Cześć, czy potrzebny mi będzie wogóle niemiecki w niemczech? Bo się w szkole nie uczyłem, i nie umiem, a chciałem pracować, żeby z Polski gdzieś wyjechać bo się tu nie da”

Ale czego się nie da? Nauczyć języka? Pracować? W kraju NIEMIECKOJĘZYCZNYM językiem urzędowym jest język niemiecki. Bez niego ani rusz. I nie mówię tu o kupowaniu bułek w lidlu. Mówię o życiu. O rachunkach. O dokumentach urzędowych. Pismach. O tym wszystkim, czym rzesza Polaków, którzy wyemigrowali na siłę, zapycha możliwe fora i strony skupiające polskie mniejszości narodowe zdjęciami i tekstami: „hej co tu pisze”, „czy przetłumaczy mi ktoś”, „dostałem takie pismo i nie wiem co to” itd… Wybaczcie, ale wyjeżdżając gdziekolwiek, trzeba chcieć się panującego w kraju języka uczyć. W przeciwnym razie sami sobie utrudniacie życie.

„Mam bardzo daleką rodzinę w Niemczech i chcę załatwić sobie obywatelstwo, bo wtedy to już chyba raczej napewno mi pomogą z mieszkaniem, prawda?”

Jeśli X lat mieszkałeś na terenach poza niemieckich, lub byłych terenach niemieckich, to załatwianie obywatelstwa w momencie, kiedy nie zamierzasz iść do pracy, a siedzieć na garnuszku państwa, niewiele Ci dadzą. Przypadek taki także kwalifikuje się do możliwego odesłania „do domu”.

„Nie mogę znaleźć mieszkania. Jestem tu już 2 miesiące, pracuje przez pośrednika i zabiera mi on kupe kasy. Chcę wynająć swoje i znaleźć jakąś dobrze płatną pracę, co myślisz?”

Na mieszkanie i jego wynajęcie trzeba mieć środki. Na środki wpływa historia naszego pobytu tutaj. Nie ma nic na już, a najlepiej na wczoraj. Mieszkanie w Niemczech wynająć jest trudno ludziom, którzy są tu latami. Trzeba spełnić multum warunków, wiedzieć co, gdzie, po co i z czym. Na kartki mieszkań nie rozdają. A dobrze płatna praca? Naprawdę mam powiedzieć, co myślę?

„Przyjechałam do Niemiec ale sobie tu nie radzę, bo nie znam języka. Jesteś moją deską ratunku. Nie rozumiem co do mnie mówią, nie umiem zrobić zakupów w sklepie, jak mam iść do pracy?”

No ale zaraz. Przyjechałaś i w jaki sposób żyjesz? Skąd masz pieniądze? Dlaczego się języka nie uczysz? Nie rozumiem tej sytuacji. Po prostu jej nie rozumiem.

Nie będę, dla własnego i waszego dobra, zamieszczać dziś więcej, a wierzcie – mogłabym. Dziennie dostaję jakieś 8-10 maili, i bez precedensu – połowa z nich jest właśnie tak pisana. To żądanie pomocy, doszukiwanie się luk i dziur w możliwościach, jakie już na chwilę obecną stworzyło nam to państwo. To oczekiwanie, aż to co nam się należy, spadnie nam na głowy. A tak się nie da. To tak nie działa. I wstyd aż się człowiekowi robi, że tak wielu ludzi, albo nie chce, albo nie umie, tego zrozumieć.

Nie bądźcie bierni, jeśli jesteście zainteresowani emigracją do innego kraju. Nie wychodźcie z założenia, że jesteście najważniejsi na świecie i wszystko powinno się Wam pod nos podstawić. To pułapki, w które sami się zapędzacie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Myślcie, szukajcie, sprawdzajcie. Miejcie pomysł. Na siebie w innym kraju. W innym miejscu. Z inną społecznością. Bo może się okazać, że nie zdążycie się rozpakować.

I znów będziecie w drodze.

Możliwe, że powrotnej.