. GERMANY . Życie w Niemczech

Jak to jest być pokojówką? – moje doświadczenia

Lubię wspomnienia, a Ty? Cenię je i pielęgnuję to co mam. W końcu nikt nie zabierze nam wspomnień jakie mamy, a dzięki nim, można swoim doświadczeniem lub zdobytą wiedzą po prostu, najzwyczajniej w świecie pomóc innym :) Pracowałam jako pokojówka w niemieckim hotelu, i mimo, że to zaledwie chwilowe doświadczenie, że ułamek sekundy, i że nie w zawodzie… no cóż, ja nie żałuję ani trochę, a Ty? Poznałam zupełnie różnych ludzi, ich spojrzenie i na obcokrajowców i na pracę. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak wygląda ogólnie praca pokojówki w Niemczech, zapraszam Cię do czytania. No… to jak to jest być pokojówką?

W pewnym momencie swojego życia, a było to dobrych kilka lat temu, gdy już wiedziałam, że przyjadę do Niemiec zaczęłam się zastanawiać jak i od czego zacząć swoją przygodę. Głównie językową, bo ja przecież nie uczyłam się niemieckiego w szkole. Wiedziałam jedną rzecz, która tkwiła mi w głowie od samego początku – szukać pracy innej, niż praca z samymi Polakami. Myślałam, że hotel jest jedyną taką opcją na emigracji, bo przecież gdzieś trzeba w końcu zacząć naukę tego języka ‘w realu’. Niby wszystko pięknie, ale bez języka nic łatwo nie przychodzi, a z angielskim, włoskim i podstawami francuskiego niewiele mogłam. A na pewno nie tutaj. Wtedy postanowiłam wspomóc się polską agencją pracy. Wysłałam aplikację, i okazało się, że zagadkowy telefon miałam już dzień później. Zadzwoniła do mnie kobieta, która poszukiwała ówcześnie dwóch pokojówek. Pomyślałam, że to rozwiązanie idealne, w końcu nie tylko ja miałabym pracę, ale i moja znajoma, która z Niemiec wracała już 5000x (słownie: pięć tysięcy razy!) nie musiałaby rozglądać się na nowo za pracą. Pani zachwycona rozmową po polsku, oraz świadomością, że upiekłaby dwie pieczenie na jednym ogniu, umówiła mnie ze swoją koleżanką z biura na rozmowę w języku niemieckim.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, koleżanka tamtej pani zapytała mnie aż (tu uwaga, możesz przeżyć szok podobny do mojego) o to czy mam jakieś zwierze, rodzeństwo, gdzie mieszkam i jakie jest moje hobby. No dobra, wydawało mi się, że mimo wszystko, nawet na stanowisko takie jak pokojówka w hotelu, należało by umieć ‘troszkę’ więcej.

Pominę tu kwestie dotarcia do hotelu, zameldowanie, i inne sprawy urzędowe, bo dziś nie o tym :) Nigdy wcześniej nie pracowałam w hotelu, nie miałam żadnego doświadczenia w tej kwestii, ale pracując wtedy w dalszym ciągu zdalnie z polskimi inwestorami wiedziałam, że moje chęci podróżnicze mogą lekko przeszkadzać. Stach okazał się niepotrzebny, a grafik układano mi na tyle rozsądnie, że nigdy nie było z podróżami problemu.

Pierwszy dzień był dla mnie niezwykle stresujący, pełen obaw zarówno o obowiązki, jak i o to, czy w ogóle kogokolwiek zrozumiem. I ten pierwszy dzień pracy (8h + 30 minut pauzy) minął na szybkim szkoleniu z materiałów i środków, jakimi mamy się posługiwać, co nam wolno a czego nie, i ogólnie przyjętych zasad panujących na tym stanowisku. Dowiedziałyśmy się co to jest uniform (ich uniform), dlaczego mamy go nosić i nie wolno nam zdjąć żadnej części. Musiałyśmy pojąć w jeden dzień jak ścieli się łóżka “w ten ich idealny sposób”, co i gdzie sprawdzać, co wymieniać w każdym pokoju, co robić gdy gość się wyprowadza, a co, gdy ciągle mieszka, a my jedynie ‘porządkujemy’ jego pokój. Pojąć, co gdzie umieszczać na wózku, jak go uzupełniać pod koniec pracy – ale wygląd wózka raczej większość z Was kojarzy, jeśli wakacjujecie się w hotelach :)

Każdy kolejny dzień mijał szybciej. Początkowo sprzątałam z inną, biegłą w pracach pokojówką, czyli biegałam w pędzie i robiłam wszystko co trzeba, by pokój wyglądał jak należy, podczas gdy ona sprzątała łazienki (czyli spędzała w niej jakieś 8 minut i szła do pokoju obok – ja potrzebowałam około 20 minut na pokój). Po około 2 tygodniach takiej pracy, dostałam swój pierwszy pokojowy ‘przydział’ + kartę do drzwi. Wchodziłam, sprzątałam dokładnie, zbierałam napiwki (które w końcu były moje – pracowałam sama), wychodziłam. Zaczęłam po raz pierwszy rozmawiać z gośćmi, dopytywać kiedy mogę sprzątnąć, przypominać, że muszą do 11 opuścić pokój itd…

Praca do łatwych nie należy, bywa naprawdę prędka, szczególnie jeśli chodzi o pokoje ‘przyjezdne’, które do 14 musiały być gotowe, by Hausdame (kierowniczka) mogła sprawdzić je przed przyjazdem gości. Najgorzej jest w niedziele, kiedy 85% pokoi musicie mieć wysprzątane do 14, a ludzie wcale nie śpieszą się z odjeżdzaniem… Niedziele są katastrofalnie ciężkie (choć oczywiście to zależy ile macie pokoi). Nie narzekałam na pracę, a według mojej kierowniczki szybko stałam się jedną z najlepszych pokojówek, sprzątając (ponoć) bardzo dokładnie i szybko… Mój Mąż zawsze mi mówił “nie pokazuj, że tyle możesz”. I miał rację. Po miesiącu, kiedy inne pokojówki dostawały pół piętra do zrobienia, ja dostawałam całe. Ale wyrobiłam się maksymalnie. Ludzie mnie zagadywali, dawali napiwki, dziękowali. Mimo świadomości i ambicji jakie miałam kiedyś, niesamowicie cieszyłam się, że inni ludzie są do mnie tacy przyjaźni.

Jeśli zastanawiasz się nad taką pracą, rozważ czy aby na pewno jej podołasz. Moja wspomniana koleżanka zrezygnowała po 2 tygodniach, stwierdzając że ona jednak kibli myć nie będzie, że “woli kurczaki na lini pakować”. O gustach i potrzebach się nie dyskutuje, ale uważam, że żadna praca nie hańbi. I nauczył mnie tego wyjazd za granicę, studia, erasmus, ale i praca.

Prócz pracy ‘na pokojach’, raz w tygodniu robi się ‘inne rzeczy’, np. sprząta się korytarz (chyba że kierowniczka zażyczy sobie częściej), czyli odkurza, myje schody, wyciera kurz na obrazkach, i myje okna (w pokojach okna myje się mniej więcej raz na miesiąc). Czasem zostawałam na 2 zmianę (nie ma jako tako drugiej zmiany – raz lub dwa razy w tygodniu przychodzi się później żeby pracować zamiast do 16 czy 17, do 20), by przyjąć kosze z praniem (ręczniki, pościel, porozkładanie wszystkiego na piętrach + dyżur z telefonem przenośnym).

Co to jest ten dyżur? Gdy nowi goście się wprowadzają, czasem trzeba dołożyć jedno łóżko bo zapomnieli o tym poinformować, czasem jest im za zimno i trzeba dostarczyć np. dodatkową kołdrę, czasem są alergikami i trzeba całkowicie zmienić im pościel, bo zapomnieli wspomnieć przy rezerwacji pokoju.

Zapewne jest wiele odmian tej pracy tutaj, jak i w innych krajach, jednak przedstawiłam Wam ogólne zasady. Hotele raczej działają podobnie więc i stanowiska są podobne. Mimo wszystko, pamiętaj, że z moich odczuć, jeśli trafisz na ludzi, którzy nie będą wykorzystywać Cię jako pracowników, naprawdę warto mimo, że praca bywa ciężka. Ja polubiłam tą pracę, i wiele mnie ona nauczyła, także lub przede wszystkim, o ludziach. Szkoda tylko, że tak marnie za nią płacą…

Plusy:

– nabierasz wprawy i dokładności w sprzątaniu (ale chodzi także o wprawę pod względem szybkości)

– bardzo dobry początek na naukę języka (nigdy nie pracowałam razem z koleżanką, nie dane mi było w pracy powiedzieć słowa po polsku)

– zaznajamiasz się z kulturą kraju

– często darmowe wyżywienie w pracy, na kuchni w hotelu

Minusy:

– poznajesz gości od drugiej strony mimo dużych napiwków (często tej niechlujnej strony)

– szybka i stresująca praca (szczególnie w okolicach niedzieli ;))

– okropnie niskie zarobki

ZAROBKI:

Jak wspomniałam wyżej – marne. Niestety. W 2010 roku, kiedy w ten sposób pracowałam, ustawowa godzina pracy w tym zawodzie wynosiła odpowiednio na wschodzie i zachodzie Niemiec 7,00 € i 8,50€ brutto. Na chwilę obecną spora większość płac na stanowisku pokojówki wynosi około 1248,94€ brutto na pełen etat + napiwki. A pamiętaj, że to przecież praca od poniedziałku do niedzieli, w święta i wszelkie wolne dni. Fajnie, prawda?

Jestem ciekawa, czy zdecydowałbyś się na taką pracę? A może już masz jakieś swoje doświadczenie w tej branży? Pokrywa się z moim?

  1. Monika

    Nie wiedziałam ze są jakieś agencje pracy, gdzie biorą bez języka. Moja mama stara się wyjechać od jakiegoś czasu, tez jako pokojówka i jednak bez tego ani rusz… :c Ma Pani dalej namiary na te agencje??

    • Także nie wiem, czy są dalej takie agencje. Mnie przyjęto z minimalną, podstawową znajomością niemieckiego, i wtedy nikt niczego więcej ode mnie nie wymagał (ale kiedy to było….) Niestety nie pamiętam nazwy tej agencji. Wiem, że mieściła się we Wrocławiu i poszukiwała (wtedy) pracowników do niemieckich hoteli.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *