. OFFICE . Social Media i Blog

Miałam być lajfstajlem, ale o czymś zapomniałam.

Patrzę na tego swojego bloga, na to co powstało tu przez te kilka lat, i wiecie co? Chce mi się śmiać. Nie ze mnie, nie z samego bloga. Raczej z tego, jak czas wszystko umiejętnie weryfikuje. Jak zmienia nasze priorytety i cele, a którym my czasem bardzo mocno się poddajemy. Bo czy kiedyś przyszłoby mi do głowy, że blog alessa.in, który początkowo miał być co prawda lajfstajlem, no ale skupionym przecież na podróżach i życiu slow (o czym pewnie nawet nie wiedzieliście, prawda?), zdominuje tematyka emigracji? Nie. Nigdy nawet tego nie planowałam.

 

Ale musicie wybaczyć. Samo tak popłynęło wszystko z Wami. Z waszymi potrzebami. Co prawda wielu, tych pierwszych tekstów na blogu już nie ma, i patrząc na chwilę obecną w przeszłość ma się wrażenie, że pisać chciałam głównie o emigracji, to niestety nie taka była rzeczywistość. No właśnie. Rzeczywistość i moje blogowe zapędy były troszkę inne, i nie ukrywam, że chciałabym jednak wrócić do moich pierwotnych założeń, bo muszę Wam powiedzieć coś w sekrecie…

 

.Tematyka emigracji, choć bardzo obszerna, ciekawa i niezwykle zróżnicowana, bywa czasem przytłaczająca.

 

Chciałam ułatwić wielu osobom ich początki na terenie Niemiec. Przy okazji chciałam stworzyć miejsce, którego nie było, gdy sama wyjeżdżałam z Polski. Okazało się, że ta wiedza jest tak ogromnie potrzebna, że najzwyczajniej w świecie, w mgnieniu oka zapomniałam o swoich blogowych chęciach i marzeniach, zrzucając to, co było dla mnie istotne na inny, dość daleki plan.

W efekcie takiego myślenia podróży było na blogu bardzo niewiele, mimo, że jeszcze przed tymi wszystkimi Instagramami i Snapami ciągle byłam gdzieś w drodze. Nawet nie wiecie ile razy przez głowę przeleciała mi myśl, że przecież nie warto o tych podróżach nawet zaczynać pisać, skoro i tak czytają mnie głównie ludzie emigrujący [do Niemiec], a powstało już tyle blogów podróżniczych, że moje zdanie i tak się przez nie nie przebije. Ile razy dałam się tym myślom, wiem tylko ja. Wy za to możecie to zobaczyć. Po blogu, po częstotliwości pisania, po tematach, które się tu pojawiały [i przetrwały]. Do tego wszystkie moje nieokreślone blogowe poszukiwania, brak zdefiniowanego celu i konkretnych założeń sprawiły, że pisałam jak pisałam, a jak już pisałam to, ku zapewne ogólnemu zdziwieniu, właśnie o emigracji, czasem wrzucając jakiś inny wpis dla ujarzmienia własnych myśli.

 

.Dlaczego o tym piszę?.

 

Ponieważ jak wspomniałam wyżej, chcę wrócić do poprzednich założeń. Miało być slow i miało być [in] –  ale nie tylko in Germany. Czuję obowiązek wytłumaczenia tego faktu, jak dzieciak który dobrze wie, że zrobił coś źle. Czy było to posunięcie tak do końca złe, to nie wiem, bo dzięki temu poznałam wielu z Was i pomogłam jeszcze większej ilości :) Ale męczyłam się z faktem usilnego zaszufladkowania alessa.in jako bloga emigracyjnego. Męczyłam się na tyle długo, że w końcu postanowiłam to zmienić. Bo czy faktycznie nasze dziwaczne myśli, lub co gorsza oklepane zdanie innych, powinny mieć tak silny wpływ na nasze decyzje?

Jak widać chwilę mi zajęło dojście do tego punktu i wiele musiałam zrozumieć sama dla siebie, by w ogóle odważyć się na taki krok. Jestem małym odkrywcą, człowiekiem który prócz miłości do wykonywanej pracy, kocha także przebywanie oko w oko z naturą, pasjonuje się nie tylko jogą i holistycznym podejściem do swojego życia, ale też fotografią, a pomiędzy czytaniem książek chętnie gotuje i maluje. A życie w Niemczech? To przyszło przypadkiem. To wspaniały dodatek do mojej codzienności, do tego, o czym wcześniej chciałam mówić głośno, ale brakowało mi odwagi.

Jednak uprzedzając pytania, nie będę całkowicie rezygnować z tematyki stricte emigracyjnej – w końcu sama emigracja jest przecież mocno związana ze mną i moim slowlife. Nie chcę jednak by ten temat był głównym na blogu. Możecie to zobaczyć choćby po obecnym układzie na stronie (czy ktoś w ogóle zauważył, że zmieniłam Layout?) – pierwsze skrzypce grają posty związane właśnie z podróżami (i powiadam Wam: będzie ich więcej – mam tak dużo niewykorzystanych zdjęć, którymi nigdy się z Wami nie podzieliłam…) i wiem, to bardzo nie na czasie, pokazywać odbyte już podróże, bez chwalenia się nimi w czasie rzeczywistym na Instagramie czy YT, ale podjęłam decyzję o wskrzeszeniu tych przeszłych wyjazdów, bo każdy z nich był (i pewnie także jest) dla mnie niezwykle ważny, i mam nadzieję, że mi te drobne niuanse wybaczycie. Szkoda mi tych „zobaczonych” miejsc, tych przejedzonych posiłków i tych wszystkich nieartystycznych zdjęć, które są za mną, a których nie miałam odwagi publikować na blogu.

. NOWE, STARE I WKURZAJĄCE.

 

Wracając do nowego wyglądu strony, temat życia w Niemczech zepchnęłam bezczelnie na dół strony, ale myślę, że znalezienie w tej kwestii potrzebnych tematów nie będzie większym problemem. Rozważałam długo także kwestię posiadania, lub właśnie nieposiadania fejsbuka i blogowej strony na nim, bo powiem szczerze, że sam fejsbuk bardzo mnie ostatnimi czasy denerwuje, posty chyba do nikogo aktualnie nie docierają, a interakcja na portalu także jest dużo bardziej utrudniona niż kiedyś – czy Wy też tak macie? Zauważyliście jakieś różnice w ostatnim czasie?

Poza tym planuję nowe logo, nową oprawę graficzną, co jest także ściśle związane z nowym Layoutem, nowe zakładki, a także z czasem wersję angielską strony.

Lekkie odseparowanie się od fejsbuka, jakiego się podjęłam, sprawiło, że zaczęłam publikować regularnie na Instagramie (oraz wrzucać krótkie stories, które do wersji filmowej na YT niekoniecznie się nadają, nie zawsze pasują do zaplanowanego przeze mnie designu profilu, a fajnie przecież się podzielić chwilą!). Może zechcecie mi tam towarzyszyć? Jeśli tak, zapraszam Was na swój Instagram bardzo serdecznie – tam jestem na codzień.

 

No tak.

Miało być krótko, a wyszło jak zwykle. Chciałam w sumie tylko podzielić się tym, co zauważyłam. Jak wiele okoliczności ma wpływ na nasze decyzje i kroki. I jak niewiele potrzeba, by ślepo za nimi podążać, często rezygnując z tego, co powinno być dla nas samych niezwykle istotne. Sama się w to złapałam. Sama siebie zakręciłam na palcu i nie umiałam z tego uwolnić. Wiedziałam już przy podsumowaniu, w którą stronę będę w tym roku podążać. I w sumie chciałam napisać o tym wcześniej, no ale…

 

…resztę tego problemu już znacie.

 

 

No a tak w ogóle, to podoba Wam się nowa odsłona strony alessa.in?