Blogerze kup sobie zwierzę!

single-image

Może kotka? Albo pieska? Papużkę? Nie… chomika i świnkę morską! A do tego jeszcze rybki i akwarium. O! I fretkę. Nie pojmuję tego fenomenu. Bloguję już 7 lat i ciągle nie dociera do mnie, co tak naprawdę dzieje się ostatnimi miesiącami z blogosferą.W którym kierunku ona właściwie zmierza. Nie będę rozpaczać nad losem blogerów, którzy przecież powinni żyć jak wielka, zgodna rodzina, bo do własnej piaskownicy ciężko kupę robić, ale kurczę, czy zauważyliście, że blogosferę coraz częściej zdobywają ich pupile?

Trochę mnie to przeraża. Nie dlatego, że nie lubię zwierząt – nie, nie! Przeciwnie – ja kocham zwierzęta. Z umiarem. Sama przepadam totalnie za każdym razem gdy oglądam zdjęcia Rudo-Brązowo-Włosej Kominka i wcale mi to nie przeszkadza. Ona jest i już. Jest fajnie.

Nie interesuje mnie także, w jakim stopniu, i  jak bardzo, każdy z Was odczuwa miętę w kierunku pupili. Zastanawia mnie jednak troszkę inna sprawa. Gdzie w tym całym szeregu stoi bloger bez psa, kota, papugi, lub innego chomika. Czy dzisiaj w ogóle bloger bez swojego upublicznionego pupila ma szansę nie tylko przetrwać, ale w sumie i przede wszystkim urosnąć do rangi lepszego, gdy otoczony jest zewsząd najsłodszymi, najbardziej ukochanymi i najcudowniejszymi zwierzątkami domowymi innych blogerów? Albo inaczej. Gdy otoczony jest mega wrażliwymi na los zwierząt blogerami, którzy jak w supermarkecie, jeden po drugim, rzucają się na “okazję”? Czy aby w ogóle liczyć się w jakichkolwiek rankingach muszę mieć zwierzę? Ocieplać swój wizerunek na siłę? Czy kupowanie/adoptowanie zwierzęcia, co ostatnio stało się cholernie modne, nie jest przypadkiem zwyczajnym dodawaniem sobie dodatkowych tematów na bloga i podbijaniem popularności?

Nie chcę rozważać, co te wszystkie sławne blogerskie zwierzęta mają, czy czegoś im brakuje, czy jest im dobrze, czy nie. To sprawa całkowicie prywatna a ja i tak ufam, że znajdują one odpowiednie domy i cudownych właścicieli. Bo w końcu bloger na pełen etat to według wielu człowiek, który nic nie robi całymi dniami ;)

Martwi mnie tylko kierunek, w którym to wszystko zmierza. Bo nie jest to dobry kierunek. Okazuje się, że często w świadomości ogólnej bloger bez zwierzęcia widziany jest jako ten nudny, egoistyczny, mający całkowicie normalne życie. Przecież się nie udziela, nie ma wielkiego serca i napewno zależy mu tylko na sobie. A jakie jego życie, taki jego blog. Tylko nikt nie zastanawia się, czy każdy, kto prowadzi bloga, może pozwolić sobie na pupila. Pupila, który przecież potrzebuje nie tylko jedzenia i dachu nad głową. Przede wszystkim potrzebuje czasu i uczucia, jakie człowiek powinien mu ofiarować. A niestety nie każdy jest w tak komfortowej sytuacji, by dla potrzeb rosnącej popularności bloga, stać się właścicielem jakiegoś czworonoga lub inno-noga. A że sytuacja beznadziejna, to i blog słaby. No przecież.

Wiecie co? Doskonale wiem, że już tego koła nie zatrzymam. Ale widzę, co się święci. Wróżką niby nie jestem, ale już mogę Wam powiedzieć, co pojawi się za chwilę. Moda na pupila będzie mocno związana z wartością bloga. Już mi się latarka w kieszeni otwiera i baterie wypadają, gdy po raz milionowy czytam o potrzebach na koty albo psy, a najlepiej jedno i drugie. Nie wiem czy są to potrzeby idące z serca. Ale wiem, że są to potrzeby kiełkujące lub dojrzewające na blogach. Blogach różnych, niekoniecznie sławnych. Więc mogą być pomysłem na “budowanie swojej marki” w internecie, czyż nie? Na podbijanie popularności – patrzcie jaka jestem wrażliwa, jaka jestem normalna, kochajcie mnie, dajcie mi zarabiać grubą kasę na blogu!

Jeśli myślenie w tym kierunku się nie zmieni, to lada moment blogosfera będzie tak jędrnie wypełniona, że wybijać się będą jedynie ci z własnymi zwięrzętami. Sławnymi, rzecz jasna.

A reszta zostanie z tyłu. Mimo genialnego pióra. I psa schowanego za kanapą.

Każdemu ze sławnych blogowych zwierząt życzę wszystkiego co najlepsze, podobnie zresztą jak ich właścicielom. Trzymam kciuki za każdego o wielkim sercu, jeśli nie ma ono oznak wykorzystywania do właśnych celów. Jeśli jednak nie posiadacie jeszcze zwierząt, a już jesteście blogerami – nie ocieplajcie wizerunku na siłę, idąc za modą. Te wszystkie zwierzęta potrzebują czegoś więcej niż zdjęcia na waszym blogu.

Czy ktoś potrafi mi powiedzieć, gdzie leży granica godności i potrzeb? Czy jedno może wykluczyć drugie? Kiedy przekraczamy cienką linię bycia blogerem, który CHCE mieć zwierzę by zaspokoić swój powiedzmy… uśpiony instykt, lub też ma już pupila, którego umiejętnie wplata w interes, od bycia blogerem-właścicielem na pokaz?

Na swoje szczęście, lub też nieszczęście, nie posiadam psa, kota, chomika ani papugi. Rybek też nie mam. I nie mam też konia, świnki lub kaczki. Ale serce mam pełne miłości. I daję jej tyle, ile tylko potrafię. Cieszyć się więc, czy płakać?

agam

O kurczę! On nie jest jeszcze sławny!

I nie będzie.

7 Comments
  1. hm, ja nawet przychodnych pająków nie mam w domu- już po mnie…

    • Alessa 5 years ago
      Reply

      To już przepadłaś ;)

      Musisz jakiegoś złapać i wykorzystać do bardzo wzniosłych celów.

  2. Ja mam zwierzę, mam kota, Zuzę. Ona podbije internet ;) Podbiła serca moich znajomych z racji tego, że wygląda trochę jak niskopodłogowa krowa (słowa moich znajomych!), więc i na blogu ją swego czasu zaprezentuję, ale absolutnie nie mam zamiaru zacząć na niej zarabiać i wkręcać się w kręgi tych sławnych bloggerów tylko z racji posiadanego zwierzaka i na Zuzi budować sobie publiczności i popularności. Lubię pieska kominka, psina jest słodka, uwielbiam pieski Fashionelki i to jedne z moich ulubionych postów, kiedy Eliza pokazuje je na blogu, uwielbiam kota Pawła Opydo, chociaż sporadycznie się gdziekolwiek pojawia, uwielbiam też kota Aliny z designyourlife, czy koty z rudomi. W sumie nie przeszkadza mi, że bloggerzy o nich piszą, czy wstawiają ich zdjęcia, bo są to świetne posty (w większości przypadków) i o ile budowanie popularności bloggera nie będzie oparte o serię postów ze zdjęciami pupila i raz na miesiąc jakiegoś wnoszącego coś do mojego życia postu, zawierającego tekst, to nie mam nic przeciwko prezentowaniu swoich piękności.

    A Twój słodziak jest cudowny i myślę, że będzie kiedyś sławny! :)

    • Alessa 5 years ago
      Reply

      Nie przeszkadza mi istnienie tych zwierząt. Raczej świadomość teego, że się je wykorzystuje w swój nikczemny sposób ;) Mimo, że bardzo cenię Kominka czy lubię zajrzeć do Fash, uważam, że samo podjęcie decyzji o posiadaniu zwierzęcia było podyktowane także czymś jeszcze, poza samą chęcią jego posiadania. Takie jest moje zdanie. Pomijam wartość tekstów Fash na temat adopcji psów. To zupełnie inny temat. Ale zauważ, że Kominek jest o tyle lepszy, że nie widziałam jeszcze żadnych zapychających postów o psinie. Chyba, że coś przegapiłam?

      I cieszę się, że wspomniałaś o Pawle Opydo – większość czytających go, doskonale wie, że ma zwierzę i… tyle. I to jest zdecydowanie najlepszy przykład spośród wymienionych.

      Tylko, że coraz więcej ‘nowych’ blogerów bierze nieudolny przykład z tego, co widać kilka półek wyżej. Wystarczy poprzeglądać coraz to nowsze blogi, które wypełnia się od pierwszej notki swoimi ohami i ahami na temat tego, jakie cudowne zwierzę się posiada, zasypując nieistniejących jeszcze czytelników czymś co jest dla mnie zwykłym zapychaczem, który nakręci bloga na zarabianie.

      Mnie się to nie podoba. Dlatego nie chciałabym zarabiać na swoim zwierzęciu. Bo to członek mojej rodziny :)

      • No jeżeli spojrzeć w ten sposób to jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Ja dzisiaj przemyciłam mojego kota na bloga i myślę, że tyle na razie wystarczy xD Na więcej ochów i achów będzie musiała poczekać :P

        Mam nadzieję tylko, że nie dojdzie do tego, że ludzie zaczną zakładać blogi, wstawiać słodkie zdjęcia swoich zwierzaków, zbijać na tym publiczność i dopiero potem pisząc coś więcej mówiąc jacy to oni są wpływowi, bo mają xxxxx UU :O

  3. Kondux 5 years ago
    Reply

    A może być chociaż jakaś maskotka? :P Bo zwierzątek żadnych nie mam ;/

    • Alessa 5 years ago
      Reply

      No nie wiem. Musisz kupić jakiegoś. Koniecznie! Wiesz, to takie koło ratunkowe na cięższe blogerskie czasy :D

      Chociaż, może przy odpowiedniej sesji, ilości zdjęć i zachwycania się swoją maskotką… dało by radę :)?

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may like