. OFFICE . Social Media i Blog

Moje błędy w blogowaniu (i nie tylko) – jak ich uniknąć oraz co warto wiedzieć?

No dobra, wszyscy wiemy, że błędy w życiu popełnia każdy. Każdy bez wyjątku. W końcu na czymś się trzeba uczyć, prawda? Zastanawiałeś się jednak kiedyś, czy błędy w blogowaniu noszą taką samą wagę, jak te popełniane w tym naszym życiu offline? Czy może mają jakąś wspólną zależność, i jedne wynikają z drugich, a drugich bez pierwszych by nie było? Myślę, że błędy w blogowaniu nie muszą mieć żadnego związku z naszym byciem offline, nie muszą też w żaden sposób na nas wpływać.

Mogą natomiast, podobnie jak te codzienne, wiele nas nauczyć. A że mnie moje błędy niezwykle wiele nauczyły (i w zasadzie to uczą do dziś!), to postanowiłam pokazać Ci na czym szpagaty prawdziwe w swoim blogowym życiu zrobiłam przez te kilka dobrych lat, dzięki czemu zamiast popełniać te same, popełnisz zupełnie inne – nowe!

 

Bloguję od… aż strach się przyznać, bo zaraz zaczniesz liczyć ile to ja mam lat ;) Bloguję od niepamiętnych czasów, kiedy to komputer pojawił się w naszym rodzinnym domu. Miałam wtedy chyba 10 lat, może odrobinę więcej. Pamiętam, że pierwsze platformy blogowe były niezwykle ubogie i proste, ale wtedy w zasadzie to całe blogowanie polegało jedynie na pisaniu. Przez te, powiedzmy iks lat, sporo w tej materii się zmieniło, blogują dziś prawie wszyscy, bo to przecież takie proste, łatwe i można szybko dojść do pierwszego miliona, prawda?

 

Dobra, wiadomo przecież, że to nie prawda! Blogowanie to ciężki kawałek chleba i trzeba się naprawdę nieźle napracować, by nasze cztery internetowe kąty przynosiły nam zysk, a nie straty. Błędy w blogowaniu to proces w pełni normalny i dziwnym byłoby ich nie popełniać w swoich pierwszych krokach. Widziałeś kiedyś dziecko uczące się chodzić, które ani razu nie zaliczyło podłogi? Mówi się przecież, że jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz…

 

Sprawdź niżej, jakie popełniłam błędy w blogowaniu przez kilka ostatnich lat, czego mnie one nauczyły, co z nich wyniosłam, i jak ich uniknąć! Co byś przewracał się na nowym, a nie na dobrze wszystkim znanym ;)

 

. Nieregularność kluczem do sukcesu .

 

A jakże! Im bardziej nieregularnie będziesz pisać, tym lepszy będzie odbiór Twojej twórczości. Pssst! Wiesz, że to żart, prawda? Nie rób więc tego, co ja robiłam, bo na nic Ci się to zda. Nieregularność w pisaniu, lub co gorsze (i przetestowane!) kompletne wyłączenie się z blogowego życia na kilka miesięcy spowoduje tylko jedno, i skutek nie będzie taki, jaki chciałbyś widzieć.

Otóż moje statystyki blogowe, o czym wspomniałam już w ostatnim podsumowaniu, poszybowały w dół i zahaczyły o próg Hadesu. Niewyobrażalne? A no… trochę. Szczególnie, że po pierwszym roku było super, naprawdę! Wyobraź sobie, że nie posiadając SEO (yyy…bo nie wiedziałam co to jest, no ale teraz już wiem!), pisząc w sumie wtedy głównie o swoich doświadczeniach w Niemczech, miałam około 10.000 UU miesięcznie a współczynnik odrzuceń kręcił się w koło 10%! Pisałam jednak regularnie, a czytelnicy odwiedzali mnie… jeszcze bardziej regularnie. Nagły i okropny spadek związany był głównie z tym, że zamiast pisać dalej, ja pisać przestałam. A ile można odgrzewać stare kotlety?

Pisz! Ja wiem, że nie liczy się ilość, tylko jakość i podpiszę się pod tym każdą kończyną, ale pomysły można przecież spisywać, prawda? Wpisy można przygotowywać wcześniej, prawda? Ważne, by wpisy pojawiały się na blogu regularnie. Raz, dwa razy na tydzień uważam za kompletne minimum, by statystyki utrzymać lub też powoli budować. No bo sam powiedz… ile razy będziesz zaglądał na bloga w poszukiwaniu nowej treści, jeśli autor robi sobie raz przerwę tygodniową, a innym razem dwumiesięczną między kolejnymi postami?

 

. Określ cele i priorytety .

 

Pisanie o wszystkim i o niczym, niezróżnicowane kategorie i jeden wielki misz-masz na blogu raczej nie przysporzy Ci czytelników. Dobrze jest wiedzieć co się chce i jak się chce, choć wiem po sobie jak to trudny temat jest. Wiele razy próbowałam i badałam. Też przecież chciałam tak umiejętnie o wszystkim pisać, jak inni. Ale nie oszukujmy się – nie wszystko jest dla każdego. Nie każdy w każdym temacie się odnajdzie, a co związane z punktem pierwszym: dajemy przecież jakość, a nie ilość. Znaczy to dla mnie mniej więcej tyle, że nie umiem, choć próbowałam (!) pisać o kosmetykach, o tym jak one wpływają na moje włosy i dlaczego używam takiej szminki a nie innej, oraz umiejętnie łączyć tego z dość obszerną i potężną wiedzą dotyczącą pracy w branży architektonicznej, budowania marki i jeszcze przeplatania tego nie dość, że z życiem w wersji slow, to jeszcze w dodatku z życiem w Niemczech. No sorry, ale nie umiem tak. To znaczy się uczę. Może kiedyś się to zmieni, ale dotąd nie umiałam sprytnie tego łączyć. Dlatego istotne jest odnaleźć się blogowo w konkretnej branży, lub ograniczyć do kilku różnych kategorii na stronie. A prawda jest taka, że im lepsza nisza dzisiaj, tym szybciej i sprawniej Ci pójdzie.

Określ jasno swoje cele, zbadaj grupę docelową, do jakiej piszesz swojego bloga i zastanów się, co możesz swoim czytelnikom dawać. Co sprawia, że jesteś lepszy niż inni? Wiesz… czas jest w cenie, i tak jak nie lubisz go tracić na bezsensowne łażenie po sklepie, raczej nie będziesz chciał go tracić na bezsensowne skakanie po blogach.

To nie czasy, kiedy blogowało się o niczym, a i tak miało mnóstwo wejść na swoją stronę. Dzisiaj czytelnik daje Ci zaledwie kilkadziesiąt sekund po wejściu na Twojego bloga, w których masz szansę go zainteresować, bo… jest tego całego blogowania po prostu za dużo. Po nich, po tych kilkudziesięciu sekundach, jest białe albo czarne. Innej kolorystyki nie przewiduję. Dlatego też spójność, ale i pomysł są ważne. I właśnie określanie blogowych celów czy priorytetów, jak i odpowiedzialne podejście do tematyki sprawi, że będziesz mieć stałych czytelników, statystyki będą rosły, a miliony zaczną spadać z nieba ;)

 

. SEO .

 

Choćbyś nie wiem co sobie myślał na chwilę obecną wiedz, ze kiedyś był czas, kiedy tego całego pozycjonowania w blogowaniu nie używaliśmy. To znaczy ja nie używałam. Nawet bez tego Google wrzucało mnie wysoko i nigdy przez myśl by mi nie przeszło, że będę musiała to zmienić. A no musiałam. Dzisiaj dobre SEO bloga to podstawa i bez niego się nie da. No po prostu się nie da. Mimo, że powinniśmy teksty w dalszym ciągu pisać nie dla Google, a dla naszych czytelników (o czym warto pamiętać!), to właśnie Google dzięki pozycjonowaniu pomaga nam tych czytelników znaleźć. Koło się więc zamyka, a pozycjonowanie stało się przedmiotem kursów i szkolonych umiejętności twardych w zawodzie bloger.

SEO jest niezwykle ważne i sama przekonałam się jak bardzo jego wpływ wchodzi na statystyki. Przez „byle” tytuły, słowa kluczowe i odpowiednio zdefiniowane zdjęcia jesteśmy w stanie zbudować naszą pozycję w wyszukiwarkach, a to z kolei będzie wpływać na klikalność. Większa klikalność, lepsze wyniki w wyszukiwarce i znów koło się zamyka… jaki z tego wniosek? Panuj nad SEO! To klucz (i nie tylko słowo klucz) do świetności bloga.

No i statystyk. A to, jak już wszyscy wiemy, przekłada się na miliony!

 

. Socjale .

 

I wcale ale to wcale nie mam na myśli pomocy socjalnej ;) Portale społecznościowe, bo to o nich mowa, to prawdziwa broń w blogowaniu, ale warto o nich pamiętać. I nie rejestrować się w byle każdym, byle mieć ich jak najwięcej. W dzisiejszym blogowym świecie liczą się tak na poważnie Facebook i Insta, czasem do tego dochodzi Twitter i… Pinterest (choć czy ten ostatni to faktycznie jest portal społecznościowy?). Są jeszcze Google+, Bloglovin i wiele wiele innych… o których istnieniu pewnie nie mam pojęcia. Warto dbać o posiadanie i regularne uzupełnianie na pewno dwóch pierwszych, bo można z nich generować naprawdę dobry ruch na blogu.

Jednak aby ten ruch mądrze generować, dobrze mieć na uwadze, że nie chcemy przecież powielać tego, co mamy na blogu, prawda? Warto dodać na tych portalach coś od siebie, pokazać siebie zza kulis, pokazać być może jak wygląda blogowanie od kuchni albo po prostu urozmaicić ich działanie o rzeczy, których na blogu nie ma (np. dość popularne cykle na fb).

Nie zaniedbuj tych portali, na które się zdecydujesz, bo tam też zasięgi są ważne! Tam też możesz być widocznym, lub kompletnie zapomnianym, jeśli prowadzisz np. taki fanpejdż nieregularnie, jeśli w zasadzie ogranicza się jego działanie do wrzucania przypomnienia o postach na blogu. Nie uważasz, że to nudne trochę? Bo ja tak właśnie uważam i właśnie to ostatnio usilnie staram się zmieniać, choć… no cóż, fejsbuka nie lubię i idzie mi dość opornie! Staram się wchodzić w interakcję z moimi obserwatorami na fejsbuku, staram się wchodzić w interakcję z obserwatorami na instagramie. Twittera powiem szczerze zaniedbałam kompletnie, ale bierze się to z tego, że chyba nie do końca kumam jego działanie. A pinterest? Pinterest uwielbiam, ale dopiero od niedawna wrzucam tam coś dla tłumów

Pamiętaj, że zbudowanie społeczności to także proces. Nie da się od razu, na wczoraj. Idź powoli, ale do celu (uhm, widzisz? Cel trzeba mieć!). Tutaj także przyda Ci się dobra strategia i określone priorytety, co pozwoli podnosić widoczność Twojej strony. A tu wracamy do punktu wyjścia, bo wiadomo, że widoczność to statystyki, a statystyki to te słynne już miliony…

 

. Polecenia .

 

Hmm… mówią, że bez pleców ciężko się wybić i znaleźć dobrą pracę, nie? Wyobraź sobie, że i w blogowym świecie działa to podobnie. I tutaj trzeba mieć plecy, by móc się wybić i zwiększać widoczność naszej strony. Tak jak w życiu offline polecenia są warte świeczki, a praca z poleceń znajduje się sporo szybciej, tak w blogowaniu polecenia podnoszą naszą wiarygodność i wyniki w wyszukiwarkach.

Co to znaczy? Znaczy to mniej więcej tyle, że w momencie kiedy jakiś tam większy od Ciebie bloger poleca Ciebie (a w zasadzie to wrzuca gdzieś u siebie linka do Twojego bloga), Twój zasięg się rozszerza na jego czytelników. Mało tego! Nawet wujek Google działa w ten właśnie sposób! Wartość Twojej strony wzrośnie w momencie, kiedy algorytmy od wujka stwierdzą, że Twoją stronę polecają inne strony, że z innych stron da się do Twojej strony przejść. Ale pamiętaj, żeby samemu także polecać! Nie bądź burakiem ;)

Taaak… u mnie poleceń niewiele, i uważam to za ogromy błąd, którego kompletnie nie chciało mi się rozwiązywać. Ale, ale! Już niedługo się to zmieni, sami zobaczycie :)

 

 

 

Te pięć błędów, to największe błędy w blogowaniu jakich się dopuściłam (co nie znaczy, że innych nie było!). To błędy, jakie miały bezpośredni wpływ na moje być lub nie być i w blogowym świecie, i w Google. Powoli i dokładnie jednak, z mocno określonym planem działania staram się je eliminować. I już z pierwszych efektów jestem bardzo zadowolona. A na następne (efekty, nie błędy ;)) już Cię zapraszam – będzie się działo!

 

. Do tego Ci się nie przyznam .

 

Patrzę na te błędy, o których piszę wyżej i zdaję sobie sprawę, że cholera, doskonale wiem czemu jest (było) tak, a nie inaczej. Czemu przestałam pisać, dlaczego podjęłam takie, a nie inne decyzje.

Mijający już rok przyniósł w moim prywatnym życiu sporo zmian. Począwszy już od przejścia z 2016 na 2017 spotkałam się oko w oko z poważnymi problemami zdrowotnymi, ta późniejsza droga przez te 364 dni aż do dnia dzisiejszego wywróciła wszystko o 180 stopni. Przeprowadziłam się, zostawiając całe swoje przeszłe i znajome dotychczas życie za sobą. Spaliłam niepotrzebnie wiele mostów. Zakończyłam wiele nic nie znaczących, „bezinteresownych” znajomości, zrozumiałam czego chcę od życia i że to zdecydowanie jeszcze nie ten moment na wiele planów, które ciągle są w mojej głowie. To wszystko pośrednio jak i bezpośrednio miało wpływ na mnie, na moje postrzeganie wszystkiego co mnie na codzień spotyka, i wiesz co? Zmieniłam się. Zmieniłam się wewnętrznie bardzo. Odrzuciłam wiele nic nie znaczących problemów, które są, były i będą, a zamartwianie się nic nie wniesie do mojego życia poza dodatkowym stresem. Nauczyłam się być sama ze sobą i po prostu, jak trywialnie i infantylnie to nie zabrzmi, nauczyłam się lubić siebie. Taką jaką jestem.
Ten rok przyniósł wiele. Zmian, myśli i niezrealizowanych planów (także blogowych). Mogę tylko mocno wierzyć w to, że następny będzie dużo lepszy. I będzie to właściwy moment na realizację wielu z tych wypisanych w głowie rzeczy…

 

 

I jak? Przemyślałeś to co napisałam? Popełniłeś podobne błędy? Jak sobie z nimi poradziłeś? A może masz jakieś rady, z których inni mogą BEZBŁĘDNIE skorzystać z powodzeniem jeszcze przed nowym rokiem? :)
Daj znać w komentarzu!

 

 

Podobało Ci się? Podziel się tekstem z innymi!
Niech i oni wiedzą, co się tutaj wyprawia!