Majówka na zielono!

No bo jakże to tak w maju, że niby nie na zielono? Przecież słowo maj równoznaczne jest ze słowem zieleń, co nie? Mogłabym rzec, że nie bywa inaczej, że maj zawsze zielony, że te pierwsze dni jednego z piękniejszych miesięcy w roku są po prostu pełne eko koloru, ale patrząc za okno, można doznać nieprzyjemnego szoku, który spowoduje nadmierny wzrost adrenaliny.

No, przynajmniej u mnie.

Na dzień przed rozpoczęciem długiego łikendu powiem szczerze, że myślałam, iż z wzniosłych planów, jakie mieliśmy, wyjdzie przysłowiowa kupa. Pogoda ostatnimi tygodniami niestety nie rozpieszcza, o ile by nie powiedzieć, że ewidentnie zrobiła nas w bambuko, gdyż tak jakby my czekamy na słoneczną wiosnę, a ona się z nas tak bardzo śmieje, że aż płacze. Deszczem. Non stop.

I tak właśnie, nasiąknięta wodą po same uszy w minionych tygodniach z przerażeniem patrzyłam za okno. Na szczęście chyba moje zaklęcia musiały coś pomóc, bo o dziwy! w sobotę rano wyszło słońce. I to tak naprawdę! Ciepłe, produkujące witaminę D, słońce! Uwierzycie? Jakaż to radość, mammma mijaaaa!

To jak dostać wymarzonego zawsze lizaka, z tej pięknej dekoracji sklepowej, co to wzdychałeś za nim za każdym razem, gdy mama ciągnęła Cię za rękę w drodze do przedszkola. Chyba, że Ciebie nie ciągnęła – to nie wiesz, co mam na myśli ;)

Tegoroczną majówkę spędziliśmy w drodze. Było (no bo jakże!) zielono, było świeżo, było słonecznie, było wesoło. Było zdrowo, górzyście, czasem nawet dość ciężko (co jak co, ale kondycyjnie trochę odpadłam po zimie!). Nie było jednak grilla, kiełbasy i wypitego pod drzewem piwa. Nawet wina nie było!

 

Nie spodziewałam się tak przyjemnie spędzonego czasu na… rowerze. Dwa dni w trasie. Nie mam pojęcia ile km przejechaliśmy, nie mam pojęcia ile metrów wjechaliśmy w górę, a ile zjechaliśmy w dół, ale fakt – było niesamowicie zróżnicowanie. To pierwszy taki mój wypad na poważne górskie drogi w życiu i wiecie co? Jestem z siebie po prostu dumna! Przede mną kolejne górskie szlaki i już się doczekać nie mogę!

 

Tymczasem moja krótka, niemiecka majówka, dobiegła końca dziś rano, gdy znów zaczęło lać!

 

Zostaje dopowiedzieć jedno zdanie, może Szanowna Pani Pogoda usłyszy:

Czekam na więcej. Słońca, nie wody.

 

Bo mi się rower zanudzi w domu.

Teksty, które mogą Cię zainteresować: