Być wątłym i słabym.

Nie lubię powrotów. I o ile ten tutejszy powrót ma swoje pozytywne oblicze, bo przecież cholera za Wami się stęskniłam, tak generalnie powroty pokazują mi jaka ze mnie wątła baba. A nie wypada taką wątłą być, co nie? A no myślę, że nie.

Ci z was, którzy czytają moje bazgroły klawiaturowe na fejsbuku, doskonale wiedzą, że nie miałam zbytnio na pisanie ochoty, ale o ile ochota ochotą, i nikt tu o Warszawie nie wspomina, tak okazało się, że straciłam to, co napędzało bloga do życia – tak jakby straciłam wszelkie pozytywne odczucia, jakie przynosiło mi to moje bazgrolenie. A że zbiegło się to z jakimś mędrcem życiowym, co to wszystko o moich niemieckich odczuciach wie lepiej ode mnie, tak poczułam, że przygniata mnie jakiś ogromny betonowy blok, którego ciężaru nie mam ochoty dźwigać. Nie dlatego, że nie umiałabym, ale dlatego, że przestałam zamartwiać się każdą błahostką. Postanowiłam więc przeczekać, odstawić, zapomnieć i zobaczyć, czy to dalej miejsce dla mnie.

 

I tak, muszę przyznać, że znalazłam odpowiedź dawno temu, no ale… bywają w życiu inne priorytety poza blogiem, instagramem i fejsbukiem.

Ciekawi Was do jakiej odpowiedzi dotarłam?

Prostej, jasnej i konkretnej.

To jak najbardziej miejsce dla mnie, bo to moje miejsce, w którym zarówno ja, jak i Wy musimy czuć się dobrze. Muszę jednak dokonać pewnych zmian tutaj, w miejscu, w którym obecnie się znajdujemy, ponieważ dokonałam ich w ostatnim czasie w sobie, a to z kolei spowodowało, że tak jakby trochę się gryziemy z alessa.in, a to przecież do niczego dobrego nie doprowadzi. Kłótni nikt nie lubi. Tym bardziej z sobą samym ;)

 

Tak.

Doszłam do pewnego punktu, który wywrócił moje życie o 180 stopni. Co prawda to tylko 180, bo dalej bujam się po niemieckiej ziemi, ale to także aż 180 stopni. A biorąc pod uwagę, że wydawało mi się, iż stąpam dość twardo, wychodzi na to, że teraz raczej… uderzam twardo?

Głową.

No chyba że przyjmiemy, że to wtedy głowa szła w ruch? I tutaj, jak wszędzie, punkt widzenia i punkt siedzenia niewiele wspólnego czasem ze sobą mają. Pomilczałam, pomyślałam, pozachwycałam się, pokalkulowałam, i doszłam do wielu, bardzo istotnych wniosków, o których z pewnością Wam napiszę. Aż szkoda, by taka wartość się zmarnowała – a nuż ktoś skorzysta i będzie tak samo szczęśliwy?

 

Bo ja jestem. Czuję to ostatnio bardzo, bardzo, naprawdę bardzo mocno.

Wątłą i słabą być nie zamierzam. Nie po drodze mi to, a i czasy takowe daleko za mną. Dzisiaj silna baba ze mnie, choć czasem trochę mięczak. Taki wiecie… emocjonalny. Nie zmienia to jednak faktu, że jak trzeba, to dam w zęby, o!

Poza tym, powiem Wam… dobrze być u siebie. Choć nie lubię powrotów.

 

Ten jest wyjątkowy.

I taki też zostanie.

Related Posts

Close