.IN SLOW LIFE Umysł

Warto mieć ambicje! Wiesz dlaczego?

Bo ambicje pomagają w życiu! Możesz się z tym zgodzić lub nie. Ale popatrz… przecież gdyby nie ambitni, możliwe, że ciągle siedzielibyśmy w jaskiniach. A zamiast czytać tego bloga, właśnie oddawałbyś się polowaniu na antylopę. Lub jakiegoś małego kotka. Ale żeby nie było – oczywiście nie mam nic do kotów. Uwielbiam je. Jak są małe i nie mają pazurków ;)

Słowo ambicje poznajemy bardzo wcześnie. Stykamy się z nim w zasadzie już w dzieciństwie. Słyszymy, że musimy mieć jakieś ambicje, że nie jesteśmy ambitni, że za grosz w nas ambicji, że ambicje pomagają w życiu, że trzeba być ambitnym, że ludzie bez ambicji nic w życiu nie osiągają. No i jak to jest w rzeczywistości? Czym zatem są ambicje? Czym jest ambicja? Czy to zaleta, czy może wada? I co ma do biznesu? Jak to się dzieje i skąd się bierze, że jedni są nią obdarzeni nawet w nadmiarze, podczas gdy inni starannie omijają ambitne zadania? I czy przypadkiem ambicji nie można się nauczyć?

 

. Namiętność pełna nadziei .

 

Niccole Machiavelli napisał kiedyś, że ambicja jest tak silną namiętnością człowieka, że jak wysoko byśmy zaszli, to i tak nie czujemy się usatysfakcjonowani. Mimo, że od tego momentu upłynęło już sporo czasu, który można liczyć w wiekach, doskonale widzisz, że ówczesne przesłanie wcale nie odbiega od tego dzisiejszego, z dwudziestego pierwszego wieku. Od dzisiejszej codzienności, od wyścigu szczurów, od konsumpcjonizmu i kapitalizmu.

Ambicje i ich jakiekolwiek posiadanie to cudowne doświadczenie, którego każdy z nas może spróbować. Ba! jestem pewna, że każdy z nas choć raz poczuł ich smak. Nawet w tych najbardziej błahych pragnieniach. Chęciach. Marzeniach. Bo ambicje łączą się z istnieniem pewnego systemu motywacyjnego naszej osobowości. Jednak w całym tym systemie, jak w każdym, który stworzony przez człowieka, bardzo łatwo o pewne zaburzenia, problemy i przekraczanie cienkich granic, które mogą prowadzić do katastrofy.

Celem ludzi ambitnych jest osiągnięcie czegoś, co wciąż pozostaje nieco poza ich zasięgiem. Ta cecha skłania nas w pewnym zakresie do przekraczania granic samego siebie. Natura tej motywacji polega na tym, że działanie przez nią wywołane nie powoduje zaspokojenia, ale sprawia, że pojawiają się wciąż nowe, jeszcze bardziej ambitne cele. Ambicja to ważna, ale też zgubna ścieżka rozwojowa – kiedy się na nią wkroczy, nie można z niej zejść. Bo im bardziej się zbliżamy do naszego celu, tym bardziej on się od nas oddala – jak linia horyzontu. Stąd też właśnie znany nam fakt, że dzisiaj nie siedzimy w jaskiniach poza obozem surwiwalowym, nie polujemy na nic innego poza pokemonami, śpimy ze smartfonami zamiast z mężami, latamy samolotami i tworzymy terminatory. Nooo…

I to jeszcze nie koniec.

Tak. Ta ścieżka, od ambicji do celu, potrafi być piękna, ale trzeba uważać, by nie wkroczyć na jej zgubną część, jak jato zrobiłam.W pewnym momencie okazało się, że sama się napędzam, jeden cel goni (tak, goni w tempie samego Pana Bolta) kolejny, wszystko przestaje cieszyć, „bo muszę lepiej i dalej”, a de facto nie mam kiedy złapać tchu. Często zapominamy, że przecież ambicje są pochodnymi perfekcjonizmu. Ja zapomniałam. Dałam się bez przeszkód złapać w tą dziwaczną sieć.

 

. Niewidzialna granica .

 

Zdrowa ambicja to Twoje poczucie godności, świadomość „zasługuję na to” i pragnienie twórczych osiągnięć „pragnę tego dokonać”. Własną karykaturą ambicja staje się wówczas, gdy jest nakręcana potrzebą udowadniania, że jesteśmy świetni. Wtedy „chcę”, zamienia się w „muszę”. Tych wymuszanych ambicji, które mają podłoże perfekcjonistyczne jest coraz więcej. Chorej ambicji sprzyja także nasz współczesny styl życia. Cała ta karuzela konsumpcji, pragnienie, żeby mieć wszystko co najnowsze, najmodniejsze, najlepsze w naszym chorym zresztą mniemaniu. Doskonale wiesz, że trudno się obronić, gdy ważni dla nas ludzie właśnie według takich kryteriów nas oceniają. A to już linia prosta do bagna chorobliwych ambicji i depresyjnego perfekcjonizmu.

 

 

Pamiętaj, że ambicje, coraz częściej te chorobliwe, w ogromnym stopniu zależą od wpływu środowiska, w jakim się wychowujemy, ale co ważne – oddziaływanie tego środowiska, działalność wychowawcza – muszą być dostosowane do naszych wrodzonych predyspozycji. Swoje trzy grosze do powiedzenia mają także lub przede wszystkim media i model życia, który dzisiaj się promuje – miejsce idealnego spełnienia konsumpcjonizmu z nastawieniem na sukces, jako wartość podając bycie na pierwszym miejscu. Jednak chore ambicje mogą też wynikać ze specyficznego wychowania, np.przez rodziców. Czy słyszałeś kiedyś, że mógłbyś uczyć się jeszcze lepiej? Że mógłbyś jeszcze więcej i jeszcze lepiej? Czy pytano Cię kiedykolwiek, dlaczego przyniosłeś do domu czwórkę, a nie piątkę? No właśnie.

 

. Każdy medal ma dwie strony .

 

Chorobliwe ambicje mogą mieć swoje korzenie także w nieumiejętności dbania o siebie i chronienia się przed złymi myślami o sobie, łamania swojej wartości myśleniem, że jesteśmy do niczego, że nic nie umiemy, i tak dalej. Jednak ten medal ma i drugą stronę. Rodzice nie cisnęli Ci bzdur o tym, że musisz być najlepszy, że musisz mieć ambicje i pokazać innym na co Cię stać, ale za to nauczyli Cię myśleć, że w życiu osiągniesz wszystko, czego tylko chcesz.

Od wielu, wielu lat wierzymy przecież, zachłyśnięci amerykańskim snem, że droga od pucybuta do milionera jest otwarta dla każdego, że „wystarczy chcieć, aby móc”, a jeśli czegoś się naprawdę pragnie, to na pewno się to osiągnie… I niestety, ale bardzo, bardzo często prowadzi to do wytworzenia się nierealistycznych oczekiwań co do własnego życia, do stworzenia sobie w głowie jakieś załamanej wersji rzeczywistości. Wtedy właśnie ambicje stają się toksyczne, zaczynają człowieka niszczyć, a porażkami obarczamy nie tyle siebie, co wszystko inne wkoło nas – bliskich, współpracowników, szefów, znajomych.

. Opłaci się? .

Chyba tak, skoro takie osoby są postrzegane nie tylko jako obowiązkowe i rzetelne, ale nawet bardziej inteligentne (i nie mają na to wpływu ich rzeczywiste wyniki w testach na IQ).
Ale uwaga! Trzeba mieć w głowie jedną świadomość – wszystko, byle z umiarem. Ludzie o zbyt wygórowanej ambicji częściej od przeciętniaków kończą karierę w szpitalu (wierz mi, może być naprawdę nieciekawie!). Zadania, które pozostawiają swobodę wykonania na najwyższym poziomie, na jaki nas stać, i są dodatkowo poparte czynnikami silnie motywującymi, jak prestiż czy pieniądze, wywołują największe zaangażowanie emocjonalne. Ludzie staną na głowie, by wykonać coś najlepiej, jak potrafią, jeśli stworzy się im do tego odpowiednie warunki.

No i jeszcze jedno – gdy to, co robimy, przestaje nam sprawiać przyjemność samo z siebie i zaczyna być jedynie środkiem do celu, stajemy się mniej szczęśliwi.

Ideałem jest, gdy człowiek coś robi, choć nie odnosi z tego żadnych korzyści w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Gdy przyczyną naszej działalności jest, uwaga – odkrywam Amerykę!, czysta przyjemność. To tak zwany emocjonalny przepływ. W nim wszystko się zazębia, a godziny mijają niepostrzeżenie. Uwaga jest całkowicie pochłonięta wykonywaną czynnością. To działanie niezależne od nagród z zewnątrz, istotne tylko z punktu widzenia własnej satysfakcji. Jest ambicją, którą spełniamy z powodzeniem, bez niebezpieczeństwa ocierania się o frustrację, depresję czy inne, niekoniecznie potrzebne stany. Wiesz o czym mówię? Umiesz określić, czy jesteś ambitny? A może jesteś okropnym perfekcjonistą :)? Gdzie się aktualnie plasujesz?

 

 

 

Podobało Ci się? Podziel się tekstem z innymi!
Niech i oni wiedzą, co się tutaj wyprawia!